AAA Historia jak pewnie jedna z wielu... wielka miłość. Znamy się od 16. roku życia, czekaliśmy na siebie bardzo długo, ponieważ dopiero półtora roku temu zdecydowaliśmy się być razem. Pokochałam go całym sercem, był dla mnie najważniejszą osobą na świecie, nic poza nim się nie liczyło.
Na początku naszego związku widziałam, jak on się angażował, problem pojawił się dopiero wtedy, kiedy zaczęłam mówić o swoich oczekiwaniach, że chciałabym z nim zamieszkać itd. I tu coś pękło, chociaż na początku mówił, że chce, później już coraz rzadziej. Kiedy ja próbowałam zacząć rozmowę, denerwował się. Więc stwierdziłam że odpuszczę, dam czas i sam wróci do tematu, tak się jednak nie stało - przestał o tym rozmawiać w ogóle. Później chciałam tylko wiedzieć, że on chce być ze mną na poważnie i tu się przeliczyłam.
Po półtora roku związku usłyszałam, że on się wypalił, że ma dość bycia ze mną, że żyjemy w dwóch różnych światach i on nie może mi dać tego, czego ja tak bardzo chcę, bo nie potrafi. Mówił, że w ogóle nie potrafi być w poważnym związku, że lepiej będzie jak się rozstaniemy. A mi świat zawalił się w jednej chwili, bo mówił to mężczyzna, którego kocham najbardziej na świecie. Teraz mija kilka dni ustalonego "nie odzywania się", a ja nie wiem, co mam ze sobą zrobić. Jak dalej żyć ze świadomością, że osoba, którą się kocha, nie czuje do mnie tego samego.