Nasze hity
On mieszka w innym mieście, jest o 6 lat starszy ode mnie i... choruje na depresję. Wspierałam go w terapii, znosiłam odrzucenie, brak deklaracji, niczego nie doceniał. Rozumiałam, bo wiedziałam, że to to nie on, że to choroba. W przypływach nastroju spotykaliśmy się, znów było cudownie, seks był cudowny, on był cudowny. I tak przez rok. Dość miałam tylko tego, że jednak miał ochotę wyjść sobie i balować do rana, wolał imprezki niż mnie. Przecież byłam przy nim, wypruwałam sobie żyły, z myślą o nim, dawałam prezenty, podczas gdy ja nie dostałam od niego nigdy żadnego prezentu. Dla mnie najważniejsze było to, by był zdrowy i był ze mną, żebyśmy stworzyli silny związek, wierzyłam, że się uda.
Przyszedł sylwester, ja wróciłam z Polski wcześniej (mieszkam w Anglii), by spędzić z nim ostatni dzień w roku. On wybrał swoich znajomych. A potem płacząc i upijając się oglądałam jego zdjęcia z imprez na facebooku. Coś we mnie pękło, wyjechałam na kilka dni za granicę. To tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że kocham go. Pewnego wieczora napisałam mu, że kocham go i że wcale nie skaczę z tego powodu z radości. On zignorował tę wiadomość. Tak mi źle, chciałam dać temu facetowi wszystko i nawet więcej, chciałam przywrócić mu wiarę w miłość. Kocham go, bo nigdy nikt nie dał mi tak wiele ciepła i czułości, seksu tak mistycznego... może to jednak tylko uzależnienie od wrażeń, które mi serwował? Życzę mu jak najlepiej i bardzo chcę, żeby był zdrowy i szczęśliwy.















