AAA Chcę opisać swoją historię, która wydarzyła się latem ubiegłego roku. Może ktoś przeczyta i odpisze, jak powinnam dalej postępować, aby na nowo nauczyć się wierzyć i ufać. Jesteśmy z mężem ponad 15 lat po ślubie. Mamy cudownych i bardzo mądrych dwóch synów. Mamy również niezapowiedzianą w naszym życiu chorobę psychiczną mojego męża - manię.
Od ponad trzech lat mąż się leczy, a wcześniej nie domyślaliśmy się, że to choroba. W ubiegłe lato męża dopadła mania, w wyniku której wyprowadził się z domu, poznał dużo młodszą dziewczynę i zaczął z nią życie. Pewnie mu imponowała, bo młoda, wysportowana tancerka, bez zobowiązań i coś nowego, bo wiadomo - w manii wszystko szybko się nudzi i wciąż szuka się czegoś nowego, a przede wszystkim miał potrzebę być w centrum uwagi. Byłam cały czas w kontakcie z jego lekarzem, rodziną, ale załamana zupełnie z powodu zdrady. Walczyłam o niego każdego dnia i w każdej możliwej chwili, mimo, że na początku nie chciałam go znać.Tęskniłam w dzień,w nocy i wylałam ocean łez. Teraz nie mam pojęcia, jak ja to przeżyłam, chyba dzięki modlitwie, bo słowa rodziny do mnie nie trafiały. Tylko spałam, modliłam się i płakałam. Mąż wrócił po 1,5 miesiąca, myślę, że leki zaczęły działać i ocknął się. Tamten wieczór, gdy wrócił, był cudowny - radość naszych synów, ja nie spałam całą noc, patrzyłam na niego i uśmiechałam się sama do siebie - byłam taka szczęśliwa.
Chodziliśmy na wspólną terapię do psychologów, teraz wiem, że nasze małżeństwo i tak było zagrożone - za dużo rutyny, za mało czasu mieliśmy tylko dla siebie, nie dbaliśmy o siebie, wkradło się kłamstwo i nuda. Jest mi nadal trudno z tym wszystkim żyć, również biorę antydepresanty, ale nic nie dają - to ja muszę sama ze sobą przeprowadzać rozmowę. Mam to, co chciałam, kocham bardzo mojego męża i nie zostawię go, jest mój. Ale już zawsze będę musiała dzielić się nim z jego chorobą, a mam nadzieję, że nie będzie nas za często odwiedzała.
Brzydzę się zdradą, ale wiem, że nie do końca był sobą, staram się wybaczać każdego dnia. Odnowiliśmy swoją przysięgę małżeńską i walczymy. Tylko jak zaufać i wierzyć? Muszę być czujna, ale jestem szczęśliwa, że jesteśmy nadal rodziną. Uważam, że warto było walczyć, wspieram go z całego serca, a choroba nie wybiera. Może to wszystko banalne, ale proszę, nie poddawajcie się, nie uciekajcie od problemów, tylko je rozwiązujcie - to wzmacnia związek.