Nasze hity
Brakowało mi bliskiej osoby i tłumaczyłam sobie, że to tylko na chwilę, że jak znajdę kogoś innego, to jego zostawię. Było mi z nim cudownie, wreszcie miałam faceta (udawałam sama przed sobą, że on jest tylko mój, starałam się nie pamiętać o jego żonie). Zakochałam się, przeżywałam naprawdę cudowne chwilę, nie wyobrażałam sobie życia bez niego.
To wszystko wydarzyło się kilka lat temu.
Nikogo innego na swojej drodze nie spotkałam, ciągle tkwię w tym związku, ale nie jest już tak cudownie.
Coraz częściej się kłócimy, coraz mniej czasu razem spędzamy. Nie mogę znieść tego, że to z żoną jeździ na wakacje, spędza z nią święta, sylwestra itd.
On też jest potwornie zazdrosny, kiedy dzwoni do mnie kolega, albo się z kimś spotykam (znajomymi) robi mi wyrzuty, wyzywa mnie od najgorszych, obraża się. A według mnie w ogóle nie ma do tego prawa.
Przecież on ma żonę i ja to mam akceptować, a on już tego że ja się z kimś spotykam nie akceptuję. Oczywiście on z żoną nie zamierza się rozwieść.
Wiem, że jest to chory związek, a najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie potrafię odejść od niego, parę razy próbowałam i nadal przy nim tkwię.
Już go nie kocham, ale jest jakieś uzależnienie, jest coś co nie pozwala mi odejść. Może obawiam się tej samotności, bo teraz chociaż czasami go "mam". I na pewno nie jestem szczęśliwa.








