Horror zakupowy

Magdalena Andrzejczyk / 31.01.2012
wp.pl>
 AAA
Horror  zakupowy
Chadzacie na zakupy? Te najgorsze – weekendowe, kiedy centra handlowe pękają w szwach? A zabieracie czasami ze sobą dzieci? To poczytajcie. Popłaczemy razem... Nie będzie żadnego morału, słów pokrzepienia, rodzicielskich porad, cennych wskazówek. Wypłakać się po prostu muszę w czyjeś wirtualne ramię. Byłam na zakupach z dziećmi i czuję się jak po starciu z Tysonem. Kto mnie rozumie, ręka w górę.
Udam teraz, że widzę las rąk, wszystkie drżą jakby na granicy wytrzymałości - nerwowej, rzecz jasna. W przypadku nałogowców błagają o dawkę nikotyny, bo ten jeden dymek pod sklepem ukoi na moment emocje na granicy eksplozji jądrowej. Tak, zakupy z dziatwą potrafią wystawić na próbę nawet rodziców o usposobieniu godnym Dalajlamy. Nic cię tak nie zmaltretuje psychicznie, jak maluch demolujący sklep z prędkością światła i z lekkością, o którą nie podejrzewałbyś ludzkiej odmiany buldożera. Rozwalanie, zrzucanie i uciekanie przychodzi mu równie łatwo jak oddychanie. Za to u ciebie i bieg, i oddech z każdą minutą tracą na regularności.
A miało być tak pięknie... Tylko krótka wyprawa po buty dla córki/kurtkę dla syna/wpisz sobie w to miejsce, co chcesz i tak tego nie kupisz. A nawet jeśli ci się jakimś cudem to uda, to po takich zakupach będziesz chciała tylko znaleźć sobie w domu jakąś kryjówkę, gdzie skulona w pozycji płodowej zapragniesz zapaść w długi sen.

Moje wyprawy, zarówno do mniejszych sklepów, jak i wielkich centrów wydawania mamony polegają na nerwowym rozglądaniu się czy Młody (lat 2) jest dalej w wózku, czy może już oswobodził się z więzów; czy Młoda (lat 6) jest w zasięgu wzroku, czy może już zdążyła się zgubić; czy oboje psują coś cennego, czy tylko lekko deformują coś, na zakup czego ewentualnie będzie mnie stać. Czasami udaje się uciec niepostrzeżenie z miejsca zbrodni. A czasami... Trafia się na ekspedientkę, która na widok dzieci „na wolności” dostaje od organizmu zastrzyk adrenaliny, którego nie dałby jej skok na bungee.

Pamiętam okrzyk jednej pani, na granicy histerii, kiedy Młody zrzucił z półki samochodzik. Problem polegał na tym, że była to ceramiczna skarbonka, która nie lubi gwałtownych zetknięć z twardą powierzchnią. „A nie mówiłam! NIE MÓWIŁAM!!!” wydarła się na moje potomstwo. Nie wiem, co im mówiła, bo do sklepu dotarłam kilkanaście sekund później. Ale oburzenie na wydzierającą się sprzedawczynie mieszało się z przerażeniem: ile takie cholerstwo może kosztować? I czemu tak drogo?

Zdarzają się oczywiście ekspedientki anioły, które z absolutnie niewymuszonym uśmiechem oświadczają, że nie ma problemu, nic się nie stało, pani się nie przejmuje, ja sobie zaraz z powrotem zawieszę ten czterometrowy plakat reklamujący najnowszą kolekcję, przecież to tylko dziecko, nie chciało. Ale anioły to rzadki gatunek, nie ma sensu liczenie na to, że trafi się na tak niebiańsko usposobioną istotę w każdym sklepie.

A szkoda. Gdyby ktoś puścił w świat listę sklepów z aniołem stróżem wśród zatrudnionych, rodzice waliliby tam jak w dym, nawet jeśli nie mieli by ochoty zakupić tam czegokolwiek. Po prostu wybraliby się dla czystej przyjemności przejścia się między półkami bez oczopląsu.

oceń
1
1
Podziel się



Galerie

  • Skomentuj
  • WP.PL
Ocena: +6 [6]
~Młoda_mama [2012-02-01 11:40]

Też mam 2 dzieci (3 i 5 lat) i nie wyobrażam sobie takiego zachowania! To jak maluchy zachowują się w miejscach publicznych i w domu zależy tylko od nas dorosłych. Jak się od małego nie uczyło zasad - to tak się teraz ma. Sama mogę bez problemu zabrać moje skarby na zakupy i wiem, że będą grzeczne. Oczywiście należy mieć dzieci zawsze w zasięgu wzroku i czasami przypomnieć, że niektórych rzeczy nie należy dotykać bo może się to skończyć katastrofą.

odpowiedz

pokaż 1 ukrytą odpowiedź

Ocena: 0 [2]
~jr(GP) [2012-02-04 12:40]

Anioły rozrabiają czasem. Szczególnie w sklepach ze szkłem kiedy amant vis'a vi maca czerwone serduszko. A w naszym szpila....Zadrżały dłonie i ...prask. Takie to życie, kiedy miecz wisi nad sercem.Ja go rozumiem.Nawet jeśli obecność od niedawna rejestruję. Chciałabym nauczyć starannego życia. Pewnie, ze marzę o zabraniu dzieci na sezonowe regularne zakupy z fachowcami. Na razie marzę. Nauczyć selekcjonować, może odrobiny snobizmu. Wykluczam szarpaniny, krzyki. Na 90% uda mi się udowodnić, ze takie porozumienie istnieje. Wśród ludzi na poziomie. Że prezenty/pamieć nie są od święta. Z doskoku wychować ? Efekty mogą nie byc spektakularne. Lepiej poczekać na pełnię. Szczególnie jak o duszyczkę dziecka walczą anioł z diabłem.

odpowiedz

Ocena: +1 [3]
~abc [2012-02-04 01:28]

niezle swiadczy to o wychowaniu tych dzieciorow-nie trzeba ubarwiac opisu niby smiesznymi opisami-niegrzeczny bachor to niegrzeczny bachor-dla mnie powod do jak najszybszego opuszczenia sklepu,nie cierpie rozwydzrzonych,niegrzecznych,rozkapryszonych,krzykliwych bachorow!

odpowiedz

Ocena: +5 [5]
~ena78 [2012-02-01 11:24]

Jeszcze niech te ''anioły'' w sklepach opiekuja się dziećmi przez 12h swojej pracy. Przeciez i tak nic takiego nie robią. A może tak mama takiego nieanielskiego dziecka zamieniła by się tak na jeden dzień z panią anioł?

odpowiedz

Ocena: 0 [2]
superula [2012-02-01 11:23]

Rozumiem i znam ten problem - choć dla mnie taka wyprawa to ostateczność. Ale rozumiem...

odpowiedz

Ocena: +1 [1]
~Rita [2012-01-31 22:41]

Kto chodzi z dziećmi na zakupy??? Ja to robię w drodze absolutnego wyjątku, kiedy muszę jakiś ciuch dla dziecka dopasować - w przeciwnym razie można autentycznie stracić głowę, dziecko, szarpać sobie nerwy. Dla dziecka pobyt w shopping centre to też męczarnia. Ja swoje dziecko zostawiam w domu, kiedy idę na zakupy.

odpowiedz

Zobacz w innych serwisach

miejsce #19