Autorka myli pojęcia. Ludzie mają wstręt do myślenia. Mięso ma mało wspólnego z żelazem, itp.
LAKTOWEGETARIANIZM - odmiana wegetarianizmu wyłączająca z diety poza mięsem (w tym drobiu i ryb) również jaja - oprócz produktów pochodzenia roślinnego spożywa się mleko i jego przetwory.
WITARIANIZM – dieta wykluczająca spożywanie pokarmów poddanych obróbce termicznej. Witarianie dopuszczają podgrzewanie jedzenia do 41 °C. Tyle w google'ach, a to jeszcze z jakiegoś forum: WITARIANIZM jest zaawansowaną formą wegetarianizmu. Polega na spożywaniu wyłącznie surowych, świeżych owoców i warzyw oraz - przeważnie moczonych - ziaren, nasion i orzechów.
Pani, która pisała ten artykuł ma chyba jakieś problemy z surfowaniem internetu w celu sprawdzenia omawianych przez się tematów - spore niedopatrzenie.
A propos tematu: większość ludzi jedzących mięso nie chce myśleć, jakim sposobem znalazło się ono na ich talerzu, jaki proces przeszło, czym właściwie jest teraz, a przede wszystkim czym było zanim zostało, najprawdopodobniej w brutalny, bestialski sposób zabite. Niepotrzebna im ta wiedza.
Po co wiedzieć, że to co się je, kiedyś także żyło, oddychało, odczuwało ból? Po co wiedzieć, że z "oryginalnego" mięsa zostało w mięsie sklepowym może jakieś 50-60% (jeśli autentycznie ktoś miał "szczęście", a większość go nie ma)? Reszta, to rozpulchniacze, barwniki, konserwanty, napowietrzacze, o parówkach już nie wspomnę, bo to pies z budą, albo raczej buda z psem. Mięso gnije w jelitach, który to proces powoduje, że bakterie gnilne niszczą dobrą mikroflorę jelitową, tj.to co pomaga nam w stopniu znaczącym w trawieniu, to czym się tak ekscytują w reklamach jogurtów i co tak chętnie dodają do smakowych, gdyby ktoś nie kojarzył. Po co wiedzieć, że w mięsie, w którym w dzisiejszymi czasy jest tak mało... mięsa, znajdują się śladowe ilości żelaza, czy innych pseudo witamin, w które to ma być niby takie bogate? Po co wiedzieć, że nawet jeśli zwierzę zostało zabite niebestialskim sposobem, to i tak życie zostało mu odebrane, by jakiś człowieczek mógł czerpać z tego przyjemność dla swego podniebienia, któremu przecież trzeba dogodzić? Cóż za zbędne informacje...
Zawsze są dwie strony medalu. Jedzenie mięsa to nie tylko zabijanie naszych bliźnich, istot, które całkowicie na nas zależą, ale także narażanie zdrowia na szwank.
Nie rozumiem mięchożerców, którzy każdą najmniejszą chorobę wegetarian, witarian, itd.próbują zwalić na nie spożywanie przez nich mięsa. To świadczy o ciemnocie. Tyle jest mięsożerców wokół was, którzy non stop chorują na najróżniejsze choroby cywilizacyjne, kto wie, może niektóre z nich spowodowało spożywanie mięsa?
Jakaś kobieta wypowiadała się tu w komentarzu, że sama nie je mięsa, ale dziecku daje, bo potrzebne. Jak można samemu nie jeść, a dawać własnemu dziecku pod głupim pretekstem? Niech ta osoba nie nazywa siebie wegetarianką, bo to brzmi śmiesznie. Wegetarianizm to przecież również sposób życia, myślenia, ideologia. Nie trzeba oczywiście wszystkiego tego wprowadzać, gdy nie je się mięsa (niektórzy, jak czytałam, nie jedzą mięsa tylko dlatego, że zaraz nim wymiotują, więc sytuacje są różne), ale ten sposób myślenia, itd.jest zdrowym podejściem do życia innych istot.
odpowiedz