ALA bez Asa, czyli szkoła inaczej

16.11.2009
Zwierciadło>
 AAA
Nauka w szkole powinna być dostosowana do możliwości psychofizycznych dziecka, ale często nie jest. Może więc tutoring, opierający się na bezpośredniej współpracy nauczyciela i ucznia, to dobry pomysł? Sprawdził się już w liceach we Wrocławiu i Częstochowie oraz w kilku wrocławskich gimnazjach – przekonuje Mariusz Budzyński, założyciel zespołu szkół ALA, dyrektor i nauczyciel. Rozmawia Alina Gutek
– Jak to się stało, że zajął się pan tutoringiem?
– Długo trzymałem się z daleka od pracy w szkole. Nie chciałem zostać nauczycielem do tego stopnia, że zaczynając studia historyczne, z premedytacją wybrałem kierunek archiwistyczny. Życie jest jednak nieprzewidywalne i po studiach trafiłem do szkoły, a ściślej do zawodówki i technikum. Po pół roku odkryłem, że to moja droga. W tym czasie, na początku lat 90., powstawały w Polsce pierwsze szkoły niepubliczne. We Wrocławiu Daniel Manelski i Darek Łuczak założyli Autorską Szkołę Samorozwoju ASSA, w której zaproponowali mi pracę. To była właściwie antyszkoła opierająca się w dużej mierze na antypedagogice, zupełna skrajność. Dobrze się w niej odnalazłem, choć nie mogłem pogodzić się z pewnymi założeniami, które mówiły, że nauczycielowi nie wolno wywierać wychowawczego wpływu na ucznia. Moim zdaniem ludzie, przebywając ze sobą, zawsze wywierają na siebie wpływ. I dlatego nauczyciel, wychowawca w spotkaniu z uczniem musi – jako bardziej doświadczony i świadomy swych zadań – zadbać, żeby jego wpływ był budujący, a nie niszczący, żeby, jak mówi ksiądz Janusz Tarnowski, pomagać uczniowi we wzrastaniu w swoim człowieczeństwie. ASSA pokazała mi, że szkoła może wyglądać zupełnie inaczej. Tam nie było dzwonków, klas, konieczności przychodzenia do szkoły, planu lekcji. Organizacja polegała na tym, że nauczyciele na kartkach przyczepiali informacje, kiedy i jakie zajęcia chcą prowadzić, a uczniowie sami musieli ułożyć sobie plan, uwzględniając to, na jakim są etapie nauki, bo nie było też poziomów, czyli pierwszej, drugiej, trzeciej klasy, nie było również promocji ani ocen.

– Rewolucyjny model.

– Bardzo. Uprawnienia udało się uzyskać dlatego, że prof. Stelmachowski uznał, że to jest eksperyment. Nie zgadzałem się z założeniami pedagogicznymi ASSA, jak i szkoły publicznej. Postanowiłem więc, opierając się na własnych doświadczeniach jako ucznia, nauczyciela i rodzica, stworzyć szkołę, która odpowiada moim poglądom. W ten sposób powstała ALA, czyli Autorskie Licea Artystyczne i Akademickie.

– Co było podstawą koncepcji?

– Dialog, spotkanie dwojga ludzi, które jest korzystne dla obu stron, bo nie tylko uczymy młodych ludzi, ale też uczymy się od nich. Założeniem szkoły było to, co wynika z ustawy o systemie oświaty – że system edukacji, czyli szkoła, dostosowuje się do możliwości psychofizycznych ucznia. Zaintrygowało mnie, że w ogóle coś takiego w ustawie jest zapisane, bo z mojego punktu widzenia system uczniowi tego nie zapewniał. Istnieją co prawda różne szkoły specjalne, ale w wielu z nich oczekuje się, że w końcu to uczeń dostosuje się do szkoły, a nie odwrotnie. Moim marzeniem było stworzenie szkoły dostosowującej się do potrzeb ucznia.

1 2 3 z 3 następna
oceń
0
0
Podziel się



Galerie

  • Skomentuj
  • WP.PL

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!

planer ślubny

Zobacz w innych serwisach