Nasze hity
– Ale bywa, że kobieta zgadza się, bo chce spróbować.
– Lubiłabym świat, w którym takie rzeczy można by było przeżyć w naturalny sposób. O tym marzyły dzieci kwiaty. Każde doświadczenie, które spotyka mnie z mojej własnej woli, mogę przerobić na swoją korzyść. Nawet jeśli stwierdzam, że więcej tego nie chcę. Ale żeby tak było, muszę kierować się swoimi chęciami, nie przymusem. Przypomina mi się niewinne w porównaniu z tym, ale ważne dla mnie doświadczenie. Kiedyś na wyjeździe z grupą przyjaciół wymyśliłam bal półświatka. Przebieraliśmy się za alfonsów i dziwki, i to przebieranie bardzo nas bawiło. Jednak kiedy już weszłam na salę w czarnej halce, w siatkowych pończochach, z długą fifką, ostro umalowana… zdrętwiałam. Nie byłam w stanie, tak jak planowałam, wypiąć biodra i falując pupą, sunąć po sali. Trafiłam na mur mojego wstydu i niepewności. To było ważne doświadczenie. Parę lat zajęło mi przełamywanie skrępowania ciała i przejście od gadania o wolności do korzystania z niej.
– No to dla wszystkich pogubionych miłośniczek „Seksu w wielkim mieście”: na czym polega prawdziwe wyzwolenie seksualne kobiet?
– Na tym, że kobieta czuje się równa mężczyźnie w swoich oczekiwaniach i potrzebach. Zna je i komunikuje. I wie, co robić z tym, co dostaje. Ale to pieśń przyszłości. Podczas programu „Pytanie na śniadanie” mieliśmy mówić o tym, czego kobiety chcą w seksie. Goście wspominali coś nieśmiało o całowaniu i skrępowani chichotali, a ja powiedziałam: „Może, kochani, przejdźmy do rzeczy: mężczyźni bardzo chcą, żeby kobiety się nimi zajmowały oralnie – tu wszyscy zrobili hi, hi, hi. – Ale dziewczynom tego nie oddają. A jeśli już, to za mało. A kobiety też chcą być pieszczone, oglądane, budzić zachwyt swoim wyposażeniem genitalnym”. Następnego dnia rano byłam na bazarze na Kole i tam zyskałam od panów sprzedawców, których nigdy bym nie podejrzewała, że oglądają telewizję śniadaniową, poparcie: „pani Kasiu, ale im pani powiedziała”. A więc może zacznijmy mówić o robieniu przyjemności kobiecie jako o rzeczy niesłychanie modnej, zamiast wciąż zastanawiać się nad tym, jak to zrobić mężczyźnie.
– W książce „Jej orgazm najpierw” seksuolog Ian Kerner pisze, że to dawanie rozkoszy kobiecie podnieca mężczyzn. Dlaczego więc symbolem wolności są filmy porno, gdzie kobieta jest poniżana i wykorzystywana?
– Tylko dla prawdziwych mężczyzn dawanie rozkoszy kobiecie jest najbardziej podniecające. I tych kochanków, którzy wiedzą, jak je pieścić, kobiety zapamiętują na zawsze. Oni w trakcie seksu nie muszą wciąż pytać: „czy ci to odpowiada?”, a na koniec: „dobrze ci było?”. Prawdziwy mężczyzna chce też, by kobieta go pragnęła, a nie była przez niego przymuszona. To, co widzimy w pornografii, to projekcje psychopatów. Niestety wpływające na wyobraźnię masową. I to, z czego z kolei muszą wyzwolić się mężczyźni, to wizje rodem z pornografii.
– A może po prostu nadużywamy wolności. I te wszystkie problemy biorą się stąd, że skoro nam wolno, to musimy wszystkiego spróbować.
– Kiedy pojawia się słowo „musimy”, od razu powinniśmy pomyśleć o uzależnieniu. I to jest dobra granica naszej wolności. Jeśli czujemy, że nie będziemy pełnoprawnymi obywatelami tej cywilizacji, gdy nie zrobimy czegoś, np. nie poswingujemy, nie schudniemy, nie zagramy w serialu, to znaczy, że daliśmy się uzależnić. Wolność jest wyborem. A więc dopóki czujemy, że możemy wybierać: raz kochać się, a raz nie, raz tańczyć na rurze, a raz poczytać Emily Dickinson, jesteśmy wolni. To, co robimy w stanie uzależnienia, nie daje wewnętrznego uczucia sytości. Człowiek zdrowy, gdy marzy o romansie i go przeżyje, nie musi mieć kolejnego. Jeśli więc ta młoda kobieta po jednym tańcu będzie chciała kolejnych albo jeszcze czegoś innego, mocniejszego, by pokonać wstyd, to przekraczanie granic nie służy jej rozwojowi ani nie jest wyrazem wolności.
Oficjalne wydanie internetowe: www.zwierciadlo.pl





















