– I dzięki niemu pozna siłę swojej kobiecości, a nie naruszy godności?
– Kiedy zobaczy, jaką dzięki swojemu ciału ma władzę nad mężczyznami, a nie zechce tej władzy nadużywać, wciąż ich uwodząc, będzie mogła i umiała sama decydować o sobie. Również gdy zwiąże się z mężczyzną.
– Kompleksy warto pokonać. Ale czy tańcząc nago przed obcymi mężczyznami?
– Mówisz jak grzeczna dziewczynka: „Kobieta nie może być obiektem seksualnym”. A ja będę adwokatem diabła. Ciało jest obiektem pożądania. Zdobyczą emancypacji kobiet jest także to, że możemy być obiektem pożądania i podobnie traktować mężczyzn. Nie wylewajmy więc dziecka z kąpielą. Jeśli ona na tej rurze będzie chciała dalej tańczyć, to kierowały nią inne motywy niż przełamanie wstydu. Ale jeśli zrobi to tylko raz, nie ma w tym nic złego.
– Ale po publicznym byciu obiektem pożądania trudno być czymś więcej. Neurochirurgiem to ona pewnie nie zostanie.
– Czy wszyscy muszą być neurochirurgami? Świat byłby koszmarem. Ja jestem coraz bardziej tolerancyjna i uważam, że każdy może szukać szczęścia tam, gdzie chce. Dziś młode kobiety, przynajmniej niektóre, muszą mieć takie fantazje. Podobnie jak marzyć o tym, żeby być modelkami, gwiazdami filmowymi. Czyja to wina, że ślepo naśladują celebrytki? Nasza, rodziców, bo my nie wychowujemy młodzieży tak, żeby mogła odkryć jeszcze wiele innych ważnych spraw. Zostawiamy dorastające dzieci i skazujemy je na to, by szukając pomysłu na życie, powielały wzory z mediów.
– Ale co byś zrobiła, gdyby to twoja córka chciała zatańczyć na rurze?
– To jest pytanie, które ma mi zamknąć usta. Ale nie zamknie. Myślę, że moja córka nie miałaby takiego pomysłu, bo pokazałabym jej wiele ciekawych rzeczy: piękno jej samej, życia codziennego, innych fajnych ludzi, także chłopaków i mężczyzn, książki, sztukę, poezję, filozofię. Wiedziałaby, że w życiu jest wiele możliwości. A nie tylko jedna: skoro masz ładne ciało, idź na rurę. Nie wpadłabym też w przerażenie. Sama uwielbiałam tańczyć i niektórzy faceci uważali, że jak zakołyszę biodrami, to zaraz pójdziemy do łóżka. A gdzie tam! Nie przeraziłabym się więc, że od razu zostanie prostytutką. Opowiedziałabym jej za to, jak z dziewczynami w akademiku robiłyśmy w naszym pokoju striptiz. Było nam to potrzebne, żeby oswoić się z nagością, pośmiać, poćwiczyć świadomą seksualność. Ale też kiedy koleżanki powiedziały „jest dobrze”, nie poleciałam robić striptizu w barze. Już nie musiałam. Powiedziałabym więc córce: „Kochana, jeśli będziesz chciała, to pójdziesz. I ja ci pomogę. Ale chcę, żebyś wiedziała, po co tam idziesz. I żebyś wyszła stamtąd, mając to coś. Bo może zdobyć to można gdzie indziej?”. Gdybyśmy w młodości nie robili rzeczy ryzykownych, wyroślibyśmy na tchórzy. Nie umielibyśmy wybierać.
– Ale dziś młode kobiety mają tak daleko przesunięte granice wolności seksualnej, że decydują się na sprzedaż swojego ciała, co nazywa się eufemistycznie „sponsoringiem”. Nie robią tego z konieczności, dla chleba. Jeśli już, to dla ciastek.
– Kiedyś jeśli dziewczyna nie miała bogatej rodziny, nie wyszła za mąż albo nie mogła zostać guwernantką, to po sprzedaniu warkocza musiała iść na ulicę. Teraz kobiety mają wybór – mówi mój przyjaciel. Ale moim zdaniem tylko się nam tak wydaje. Przecież one nie słyszą z radia, telewizji, Internetu i od rodziców niczego innego, jak tylko: „Dorabiaj się! Posiadaj! Kupuj!”. Jak więc mają myśleć o czymś innym niż o pieniądzach? Mamy kapitalizm, jesteśmy szczęśliwi, mamy wolność. Jaka to wolność? Jesteśmy zniewoleni pieniędzmi.
– Wolnością chyba też. Jeśli dziś na jakąś propozycję seksualną kobieta powie „nie”, usłyszy, że jest grzeczną dziewczynką. I znam kobiety, które chcąc zachować wizerunek nowoczesnych, zgodziły się, gdy partnerzy zaproponowali im swingowanie (zamianę partnerów), doging (seks w miejscu publicznym) czy nawet gang bang (ona jedna, ich trzech) zaczerpnięty z filmów porno.






















