Nasze hity
A.P: To ty powiedziałaś.
Bo Ty nie lubisz wulgaryzmów.
A.P.: Nie wierzę, że kobiety nie mają fantazji erotycznych.
Ja też.
A.P.: Miewasz?
Nie wierzę.
A.P.: No właśnie. Za mną coś takiego czasem chodzi… i wtedy mogę dać sobie upust.
Fajnie być aktorką! A nie przeszkadza Ci, że w tym zawodzie nie ma się prawa do prywatności?
A.P.: Na szczęście nie jestem bohaterką kronik towarzyskich. To nie jest tego typu popularność. Będąc jednak osobą publiczną, muszę mieć, przy niemal każdej okazji, pięć minut, a czasem piętnaście, dla fotoreporterów. To normalka. I chętnie z nimi współpracuję. Wkurza mnie jednak, kiedy posuwają się dalej. Kiedy na przykład dziewczyny z Faktu weszły na porodówkę i pstrykały mi foty w zakrwawionej piżamie. Albo kiedy moja siedmioletnia dziś córka, wychodząc na spacer, zakłada na głowę kaptur, na nos ciemne okulary, żeby nie robili jej zdjęć. Tłumaczę, że jeżeli już, to chyba mnie będą fotografować, ale ona wie swoje.
Że przy okazji mamusi, córeczkę też warto pstryknąć?
A.P.: Niestety. Moje dzieci nie mają na zdjęciach przyciemnionych twarzy. Teoretycznie mogłabym się sądzić. Ale nie mam na to czasu.
Tym bardziej cieszę się, że znalazłaś czas na tę rozmowę. Żeby jednak nie przeciągać, jeszcze jedno. Czy jest takie pytanie, jakiego nikt Ci jeszcze nie zadał?
A.P.: Jest. Czy mam orgazm dopochwowy czy łechtaczkowy?
Dobre pytanie. Więc jaki masz? Nie pytam z ciekawości, tylko przez grzeczność. Dla podtrzymania rozmowy.
A.P.: Ale to jest temat na zupełnie inną rozmowę.
To na razie dziękuję.

kawa



















