fot. AKPA
Nasze hity
A.M.: Rozmawiamy o nowych otwarciach w życiu. Ile razy zaczynałaś od nowa?
H.B.: Życie? Ciągle zaczynam je od nowa. Właściwie każdego dnia, kiedy budzę się rano. I nawet jeśli mam jakiś dobry plan, to zawsze jestem skłonna go zmienić – na lepszy albo gorszy. Jestem hazardzistką, graczem zawodowym. Tak gram też w swoim życiu. Budzę się rano i zawsze szpetnie przeklinam. Człowiek inteligentny nie może budzić się z innym słowem na ustach. Ale jeśli jesteś szczęśliwa, zakochana, to po przebudzeniu wypowiadasz inne słowo. Tylko miłość zmienia to brzydkie słowo na inne.
A.M.: Nie można cieszyć się życiem, kiedy nie ma miłości?
H.B.: Nie można. Przecież życie bez miłości to jest jakaś rozdeptana wydmuszka, pęknięta bombka choinkowa…
A.M.: Czterokrotnie się rozwodziłaś.
H.B.: Co ty mi tu opowiadasz…
A.M.: To chyba ma jakiś związek z miłością.
H.B.: Każdy związek ma związek z miłością. W pewnej chwili przychodzi jednak taki moment, kiedy ludzie przestają się kochać. I wtedy odchodzę z tego związku, ale są też ludzie, którzy usiłują sobie wmówić, że wszystko nadal jest w porządku i z tego powodu są nieszczęśliwi latami. Sama byłam ostatnio w takim związku, o kilka lat za długo; właściwie dlatego, że nie chciało mi się szamotać. Myślałam: „Może umrę, zachoruję i nie będę już musiała odpędzać tego gada”.
A.M.: Jak to się dzieje, że na początku ten gad wydaje nam się niczym książę, a potem jego gadzia natura wychodzi na jaw?
H.B.: Ty też miałaś niezłe przygody, więc trafił swój na swego.
A.M.: Pytam po to, żeby ustrzec tych, których jeszcze można ocalić przed błędnymi wyborami.
H.B.: Nie ma o tym mowy. Każdy musi „wywalić” się sam. Nikogo nie uratujesz przed takim upadkiem.
A.M.: Ale napisałaś w swojej książce, że gdyby dziewczyny czytały twoje felietony, to wtedy istniałaby szansa na to, by parę łez się nie wylało.
H.B.: Gdyby kobiety przeczytały moją książkę „Samiec alfa, czyli jak wytrzymać z facetem” – mówię o dokładnym przeczytaniu, a nie o jej przejrzeniu – to nie musiałabym też tu siedzieć, bo wszystko by wiedziały. Ta książka to jest właściwie feministyczna biblia, która nas, kobiety, ma ostrzec.
A.M.: Napisałaś instruktaż, z którego bardzo dzielnie korzystam. Z różnym skutkiem.
H.B.: Za późno napisałam go dla ciebie… Ale, chwała Bogu. Bóg się nad tobą zlitował.
A.M.: Po prostu zaczęłam uważniej czytać to, co piszesz. Rzeczywiście – zbawienne słowa. Może ty też za późno skorzystałaś z tej wiedzy?
H.B.: Mało kto korzysta z wiedzy na własny temat… Jestem dorosłą kobietą, wiem bardzo dużo, miałam bardzo wielu mężczyzn, czego się nie wstydzę i z czego nie jestem dumna. To znaczy mam to w nosie, szczerze mówiąc. Wszystko, co było, mam w nosie. Obchodzi mnie tylko to, co jest teraz. Mówisz, że miałam czterech mężów. No i co z tego? Będę jeszcze miała jednego, bo tak postanowiłam jako dziewczynka. Muszę „dociągnąć”. Nie rzucam słów na wiatr.
A.M.: Powiedziałaś kiedyś: „Mężczyzn traktuję jak nieszkodliwych wariatów, z którymi jednak się liczę, bo jestem dobrze wychowana”. Czy uważasz, że jest to tylko sprawa dobrego wychowania?
H.B.: W ogóle nie liczę się z mężczyznami oraz dziećmi i psami. Kłamałam strasznie. Natomiast bardzo liczę się z kobietami.
A.M.: Teraz nie wierzę w to, co mówisz. Liczysz się z dziećmi. Przecież bardzo im pomagasz.
H.B.: Pomagam, ale to nie znaczy, że liczę się z nimi. Spójrz na dziecko, zobacz, jakie jest słodkie dla własnej matki, lecz jakie paskudnie denerwujące dla obcych. To tak, jak z mężczyznami… Moja koleżanka przychodzi z jakimś wąsatym gołodupcem z brzuchem i mówi, że jest w nim zakochana. Tymczasem ja patrzę na niego i myślę, że to jest niemożliwe. A moja koleżanka jęczy ze szczęścia na jego na widok. To samo mają matki w stosunku do dzieci. To nie ma nic wspólnego z realiami.
A.M.: Uważasz, że należy mówić ludziom o tym, że źle widzą tych, którzy są im bliscy?
H.B.: Chciałabym usłyszeć takie rzeczy.
POLECAMY W SERWISIE AGATY MŁYNARSKIEJ
onaonaona.com WOŚP – Jubileuszowy Finał!





















