AAA
fot. ONS
Mimo rekordowo wysokiej liczby 126 posłanek zasiadających w Izbie Gmin, ich
rzeczywisty wpływ na brytyjskie życie polityczne nie był duży, a tam gdzie był, okazywał się
negatywny - pisze środowy "The Times".
"Gdzież są kobiety, które przejęły pałeczkę z rąk Barbary Castle i Shirley Williams (płomienne
oratorki Partii Pracy z lat 60. i 70. zasiadające w rządach Harolda Wilsona i Jamesa Callaghana - PAP) czy Margaret Thatcher (konserwatywna premier z lat 1979-90)? - pyta publicystka dziennika Suzy Jagger.
I odpowiada sama sobie: "Nie są zapaśniczkami wagi ciężkiej na ławach rządowych, ani nie są źródłem fermentu na ławach opozycji".
"Czy Caroline Flint (minister ds. europejskich w latach 2008-09, ustąpiła z rządu skarżąc się, że premier Gordon Brown traktuje ją jak "dekorację") i Theresa Villers (konserwatywna posłanka, której wytknięto nadużycia parlamentarnego systemu refundacji), to spadkobierczynie lady Thatcher? I na czym to niby ma polegać "wybitny wkład" do życia publicznego, który Gordon Brown przypisał Hazel Blears (byłej minister w jego rządzie, także oskarżonej o nadużycia systemu refundacji)?" - dodaje publicystka.
"Czy Caroline Flint (minister ds. europejskich w latach 2008-09, ustąpiła z rządu skarżąc się, że premier Gordon Brown traktuje ją jak "dekorację") i Theresa Villers (konserwatywna posłanka, której wytknięto nadużycia parlamentarnego systemu refundacji), to spadkobierczynie lady Thatcher? I na czym to niby ma polegać "wybitny wkład" do życia publicznego, który Gordon Brown przypisał Hazel Blears (byłej minister w jego rządzie, także oskarżonej o nadużycia systemu refundacji)?" - dodaje publicystka.
oceń













