AAA
Fizyczne podobieństwo jest uderzające – mówię tu o literackich opisach, nie o Robercie Pattinsonie, a tym bardziej nie o Nicholasie Cage’u z pożałowania godnego filmu „Next”, który w teorii miał być ekranizacją opowiadania Dicka, a w praktyce był do dicka (tego małą literą, z języka angielskiego) niepodobny. Obaj wywierają niemal identyczny wpływ na ludzkie kobiety – począwszy od wyłączenia pracy mózgu. No i obaj są doskonałymi drapieżnikami, chociaż w przypadku Edwarda trudno pamiętać o tym, że to wampir. Z drugiej strony, właśnie jego metoda wydaje się skuteczniejsza. Może nawet jest dowodem na analogiczny do umiejętności Johnsona dar prekognicji. Z krwiopijcami, mimo wszystko, wiąże się bowiem sporo złej sławy, a ten tutaj usypia czujność: zęby schował, przyjaźnie świeci na słoneczku i przekonuje wszystkich, że jest wegetarianinem. Ten wegetarianizm to oczywiście ściema, bo przecież Cullen tak naprawdę nie wysysa kalarepy tylko zwierzęta. Wszyscy jednak biorą jego słowa za dobrą monetę, podobnie jak zapewnienia, że wampiry się nie rozmnażają, więc seks z nimi jest bezpieczny. A to się Bella zdziwi…
Jeśli w ten sposób spojrzy się na Edwarda Cullena, naprawdę można się przestraszyć. Zwłaszcza, kiedy widzi się, jaką furorę robi „
Zmierzch”, warto uświadomić sobie, że płeć piękna atawistycznie pożąda nowego złotego człowieka. Znów zacytuję Dicka: On nie ma się o co martwić. (…) Da sobie radę dopóty, dopóki istnieją kobiety gotowe iść mu z pomocą.
Świadomie czy nie, Meyer przypomniała dickowskie przestrogi przed homo superior. Wyciągnijmy z tego wnioski, zanim będzie za późno.
Saga "Zmierzch" już nie dla Muse
1 2 z
2