AAA
W Niemczech owa „zupiana kultura” ma swoją dość wstydliwą, totalitarną przeszłość. Po objęciu władzy przez Hitlera, w 1933 roku wprowadzono bowiem w całym kraju (a potem na terenach okupowanych) słynny „Eintopfsonntag”, czyli „Niedzielę przy jednym garnku”. Chodziło o to, by każda niemiecka rodzina w pierwszą niedzielę miesiąca jadła „jednogarnkowe” danie z wkładką mięsną. Zaoszczędzone w ten sposób pieniądze miały być potem przekazywane najbardziej potrzebującym w ramach tak zwanej „pomocy zimowej”.
Całe Niemcy opanowała moda na „jeden gar”. Hitler chętnie fotografował się w niedzielę w Kancelarii Rzeszy przy dymiącym kotle, damy z wyższych sfer zapraszały gości do garnka ustawionego na rokokowym stoliczku, a żołnierze w koszarach bratali się przy kociołku z oficerami i generałami. Znany w Niemczech od wieków „Eintopf” stał się nagle wielkim wydarzeniem polityczno-społecznym wprzęgniętym w machinę propagandową.
Nasze hity
W Niemczech do tej pory bardzo popularne są różne odmiany „jednogarnkowych dań”. Jada się tam często „Królewieckie klopsy”, czyli pulpety wieprzowe w śmietanowym, kwaskowym sosie z liściem laurowym i dużą ilością siekanej włoszczyzny. Gdzieniegdzie dostać można dość oryginalne danie złożone z boczku, fasolki szparagowej, ziemniaków i gruszek.
Wszystko zaś przyprawione cząbrem. W Austrii serwuje się „Tafelspitz”, czyli wołowinę gotowaną z jarzynami, lub „Pichelsteiner”. To drugie danie jest nieco bardziej wymyślne. W jego skład wchodzi między innymi baranina, wołowina i wieprzowina, do tego ziemniaki, włoszczyzna i biała kapusta.
Nie należy jednak wiązać „Eintopfu” tylko z Niemcami. Tradycja dań jednogarnkowych jest tak długa jak europejska cywilizacja. Tego typu kulinarne rozwiązania znane były już w starożytnej Grecji i Rzymie. Przy jednym garnku siadali też średniowieczni władcy, rycerze i mnisi. Właściwie wszystkie kraje europejskie mają do dziś w swojej kuchni danie „z jednego garnka”.
W Hiszpanii może to być „paella” z owocami morza, we Włoszech „risotto”, w Portugalii „feijoada” z fasolki i kiełbasy, warzywne „ratatouille” w Francji, rosyjska „solianka”, alzacka zapiekanka, czy „gulasz” na Węgrzech. Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że z podobnej tradycji kulinarnej wywodzi się również poczciwy polski „bigos”, czy „barszcz ukraiński”.
Wszystko zaś przyprawione cząbrem. W Austrii serwuje się „Tafelspitz”, czyli wołowinę gotowaną z jarzynami, lub „Pichelsteiner”. To drugie danie jest nieco bardziej wymyślne. W jego skład wchodzi między innymi baranina, wołowina i wieprzowina, do tego ziemniaki, włoszczyzna i biała kapusta.
Nie należy jednak wiązać „Eintopfu” tylko z Niemcami. Tradycja dań jednogarnkowych jest tak długa jak europejska cywilizacja. Tego typu kulinarne rozwiązania znane były już w starożytnej Grecji i Rzymie. Przy jednym garnku siadali też średniowieczni władcy, rycerze i mnisi. Właściwie wszystkie kraje europejskie mają do dziś w swojej kuchni danie „z jednego garnka”.
W Hiszpanii może to być „paella” z owocami morza, we Włoszech „risotto”, w Portugalii „feijoada” z fasolki i kiełbasy, warzywne „ratatouille” w Francji, rosyjska „solianka”, alzacka zapiekanka, czy „gulasz” na Węgrzech. Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że z podobnej tradycji kulinarnej wywodzi się również poczciwy polski „bigos”, czy „barszcz ukraiński”.
oceń












