Dlaczego nie potrafię od niego odejść?

Joanna Boj, psycholog / 15.11.2010
wp.pl>
 AAA
Dlaczego nie potrafię od niego odejść? fot. Adam_Gault/Digital_Vision/Thinkstock
Nie jest fatalnie. Nie bije, z piciem nie przesadza, żadna patologia. A jednak czegoś brak. Brak miłości, szacunku, bliskości, wspólne życie przepełnione jest wzajemną niechęcią. Gra pozorów staje się coraz bardziej męcząca, życie razem, ale osobno. Pod wspólnym dachem ciąży nieprzyjemna atmosfera. Nikomu nie chce się nawet naprawiać relacji, ale decyzji o odejściu podejmować też nie. Dlaczego tak się dzieje?
Najprostszym wytłumaczeniem tego, dlaczego kobieta nie potrafi odejść z mało satysfakcjonującego związku jest oczywiście strach. Uczucie to jest naturalnym towarzyszem wszelkiego rodzaju zmian, szczególnie w obliczu nieznanego. Matka myśli przede wszystkim o praktycznej stronie życia, o tym gdzie będzie mieszkać, za co utrzyma siebie i dzieci (które w przypadku rozstania zazwyczaj pozostają z nią), czy poradzi sobie sama. To, co znane, wydaje się o wiele bardziej bezpieczne, nawet jeśli sprawia dyskomfort, w porównaniu do tego, co możliwe, ale nieznane.
Innymi słowy, lepsza jest sytuacja, w której istnieje jako taka stabilizacja, a problemy są przynajmniej w miarę znane i przewidywalne, niż pozostawienie tego wszystkiego i wyruszenie w zupełnie nową rzeczywistość. I nie dotyczy to tylko i wyłącznie kwestii związków i odejścia od partnera, ale też zmiany pracy, zawodu, miejsca zamieszkania, itp.

Naszym naturalnym instynktem jest zachowanie bezpieczeństwa i stabilności, choć z tym dążeniem konkuruje chęć wzrostu, rozwoju i polepszania swojej sytuacji. Po to by podjąć decyzję o odejściu i rozpocząć nowe życie, szczególnie po latach funkcjonowania w związku, potrzeba nie lada odwagi. A jednak, odwaga nie jest brakiem lęku, jest działaniem mimo niego.

Innym powodem, dla którego kobietom ciężko jest wyjść z niedobrego związku, jest najnormalniejsza w świecie obawa przed samotnością. W naszym społeczeństwie, mimo postępującej liberalizacji obyczajów, nadal wartość kobiecie nadaje to, czy ma męża i rodzinę. Poza tym, często buduje się poczucie własnej wartości, a nawet swojej tożsamości w oparciu o relację małżeńską czy partnerską.

Brak zaufania...

1 2 z 2 następna
oceń
3
0
Podziel się



Galerie

  • Skomentuj
  • WP.PL
Ocena: 0 [0]
~Angi [2010-12-31 11:51]

Razem a osobno
Ja mam tez podobna sytuacje....Zyjemy razem a jednak osobno....Moj maz wszytskoz wala na prace i coraz wiecej na mnie spada obowiazkow. sama tez pracuje zawodowo, mamy dwojke malych dzieci a ja lawiruje miedzy domem praca i dziecmi....A maz tak ulozyl plan pracy ze praktycznie nie ma go w domu, odsypia u rodzicow, a ja zostalam ze wszytskim sama. Nawet sex to tylko moj ainicjatywa. On ciagle twierdzi ze przeciez czesto bylo po co znowu, najlepiej nic nie robic, tylko spac...Jestem znudzona zwiazkiem, ktory tworzymy i jednoczesnie sama chcialabym zeby zaskoczyl ze cos nie gra.....I kusi wejscie w cos nowego aby sie poczuc porzadana, kobieta ktora nadal moze byc kochana, zebym mogla chcoc przez chwilke zapomniec o tym co jest w domu i jaka atmosfera. Tez probowalam rozmawiac -jest jedna wielka obraza ze sie stawiam, ze nie przyjmuje wszytskiego tak jak on ustala. Brak szacunku i liczenia sie z moim zdaniem. I coraz bardziej oddalam sie od niego....

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~lilly [2010-12-20 14:32]

smutne
Witam wszystkich, czytajac wasze opinie nawet troche sie ucieszylam, zapytacie z czego, z tego ze nie jestem sama z moim problemem, wydawalo mi sie ze tylko ja mam taki beznadziejny zwiazek, ale okazuje sie ze duzo ludzi tak zyje "razem a jednak osobno", ja w zasadzie nie umiem nazwac tego co czuje do mojego meza, nie wiem czy go jeszcze kocham, wiem tylko ze jestem cholernie nieszczesliwa a mimo to nadal z nim jestem czy ktos mi wytlumaczy ten fenomen ?????????

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~giza [2010-12-10 11:59]

zdradzam
No tak po wielu latach nuda i co maz juz nic nie widzi nawet tego jak wychodzę i wracam cała w skowronkach zdrawda i to juz od 1 roku ale cóz razem nie zamieszkamy bo nie odejdę za duzo bym straciła

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~aneciak [2010-12-08 22:18]

Byc moze zdrada jest tu dobrym rozwiazaniem.Ale jesli to on pierwszy pokaze rózki to zdecydowanie nie odpuszczac i tak go załatwic www.oni-nielegalni.pl/ukarani_leszek.php

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~LillyLu [2010-11-17 23:03]

Proszę o pomoc
wszystko sie ulozylo, On sie zmienil- a bynajmniej tak mi sie wydawalo. Jeszcze tydzien temu snulismy plany odnosnie wspolnej przyszlosci...mówił: "kocham", "zalezy mi"...obiecywal, ze juz nigdy mnei nie opusci, z ejuz zawsze bedzie przy mnie... okazalo sie inaczej...pisze przez łzy, nie potrafie sie z tego otrzasnac...w niedziele poroniłam... nie wiedzialam nawet ze ejstem w ciazy, okazalo sie ze to 5-6 tydzien...w dzien jak pojechalam do szpiala, nie wiedzialam, co czeka mnie pozniej, co sie dzieje. Napisałam do Niego smsa z informacja ze jestem w szpitalu i aby zadzwonil. Juz dzien wczesniej zachowywal sie dosc dziwnie ale nie spodziewalam sie, ze odpisze: "nie ebde nigdzie dzwonil, to Twoje zycie, teraz potrzebny ebdzie Ci ktos inny"-odwrocil sie...bez slowa, bez wyjasnien...probowalam znalesc przycyzne w swoim zachowaniu, ale miedzy nami bylo dobrze ;( gdy lekarze uswiadomili mi co sie stalo, poczulam jak by caly swiat runal mi na glowe...przeciez za 8 miesiecy moglam trzymac tego malego, kochanego aniołka w objeciach... ;( Powiedzialam Mu o wsyzstkim co sie stalo...reakcja? Nie odzywa sie do mnie, zakazal mi dzownic, pisac. Prowalam sie skonaktowac jakos z Jego najblizszą rodzina- rownie bezskutecznie... ;( mowilam Mu, ze potrzebuje wsparcia, zeby mi pomogł... ;( i nic... ;( mieszkam dalego od miasta rodinnego, nie mam tu nikogo, zostalam z tym sama... Nie widzę juz powodow dla ktorych warto wstawac z łóżka kazdego ranka...

odpowiedz

pokaż 1 ukrytą odpowiedź

Ocena: 0 [0]
~kobieta [2010-11-18 13:06]

nie tylko kobiety tak mają
Człowiek jeden- rozumiem, to co napisałeś i zgadzam się z Tobą z tym, że nie życzysz nikomu takiego stanu w którym jakiś czas tkwisz. Historia, którą opisałeś jest podobna do mojej, tylko z tą różnicą... To ja jestem jedną z tych kobiet do której wracasz myślami i nie tylko myślami w swoim opowiadaniu. Taki układ partnerski jest na dłuższą metę nie do przyjęcia. Człowiek staje się nikim ,będąc w związku :sam" i jednocześnie kochac tego kogoś.Ale cóż, samo życie... Również i ja nie życzę nikomu takiego życia" razem ale osobno". Pozdrawiam Wszystkich.

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~LillyLu [2010-11-17 22:53]

Proszę o pomoc
wszystko sie ulozylo, On sie zmienil- a bynajmniej tak mi sie wydawalo. Jeszcze tydzien temu snulismy plany odnosnie wspolnej przyszlosci...mówił: "kocham", "zalezy mi"...obiecywal, ze juz nigdy mnei nie opusci, z ejuz zawsze bedzie przy mnie... okazalo sie inaczej...pisze przez łzy, nie potrafie sie z tego otrzasnac...w niedziele poroniłam... nie wiedzialam nawet ze ejstem w ciazy, okazalo sie ze to 5-6 tydzien...w dzien jak pojechalam do szpiala, nie wiedzialam, co czeka mnie pozniej, co sie dzieje. Napisałam do Niego smsa z informacja ze jestem w szpitalu i aby zadzwonil. Juz dzien wczesniej zachowywal sie dosc dziwnie ale nie spodziewalam sie, ze odpisze: "nie ebde nigdzie dzwonil, to Twoje zycie, teraz potrzebny ebdzie Ci ktos inny"-odwrocil sie...bez slowa, bez wyjasnien...probowalam znalesc przycyzne w swoim zachowaniu, ale miedzy nami bylo dobrze ;( gdy lekarze uswiadomili mi co sie stalo, poczulam jak by caly swiat runal mi na glowe...przeciez za 8 miesiecy moglam trzymac tego malego, kochanego aniołka w objeciach... ;( Powiedzialam Mu o wsyzstkim co sie stalo...reakcja? Nie odzywa sie do mnie, zakazal mi dzownic, pisac. Prowalam sie skonaktowac jakos z Jego najblizszą rodzina- rownie bezskutecznie... ;( mowilam Mu, ze potrzebuje wsparcia, zeby mi pomogł... ;( i nic... ;( mieszkam dalego od miasta rodinnego, nie mam tu nikogo, zostalam z tym sama... Nie widzę juz powodow dla ktorych warto wstawac z łóżka kazdego ranka...

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~LillyLu [2010-11-17 22:33]

Proszę o pomoc
Witam wszystkich, pisałam juz na forach, jednak nadal rozpaczliwie szukam jakiegos kontaktu, cudzego zdania, najlepiej osob obcych, bezstronnych...prosze o zrozumienie i o kilka slow krytyki, wspolczucia, krotko:tego co myslicie. To dla mnei anprawde wazne. Miedzy Nami wszystko sie ulozylo, On sie zmienil- a bynajmniej tak mi sie wydawalo. Jeszcze tydzien temu snulismy plany odnosnie wspolnej przyszlosci...mówił: "kocham", "zalezy mi"...obiecywal, ze juz nigdy mnei nie opusci, z ejuz zawsze bedzie przy mnie... okazalo sie inaczej...pisze przez łzy, nie potrafie sie z tego otrzasnac...w niedziele poroniłam... nie wiedzialam nawet ze ejstem w ciazy, okazalo sie ze to 5-6 tydzien...w dzien jak pojechalam do szpiala, nie wiedzialam, co czeka mnie pozniej, co sie dzieje. Napisałam do Niego smsa z informacja ze jestem w szpitalu i aby zadzwonil. Juz dzien wczesniej zachowywal sie dosc dziwnie ale nie spodziewalam sie, ze odpisze: "nie ebde nigdzie dzwonil, to Twoje zycie, teraz potrzebny ebdzie Ci ktos inny"-odwrocil sie...bez slowa, bez wyjasnien...probowalam znalesc przycyzne w swoim zachowaniu, ale miedzy nami bylo dobrze ;( gdy lekarze uswiadomili mi co sie stalo, poczulam jak by caly swiat runal mi na glowe...przeciez za 8 miesiecy moglam trzymac tego malego, kochanego aniołka w objeciach... ;( Powiedzialam Mu o wsyzstkim co sie stalo...reakcja? Nie odzywa sie do mnie, zakazal mi dzownic, pisac. Prowalam sie skonaktowac jakos z Jego najblizszą rodzina- rownie bezskutecznie... ;( mowilam Mu, ze potrzebuje wsparcia, zeby mi pomogł... ;( i nic... ;( mieszkam dalego od miasta rodinnego, nie mam tu nikogo, zostalam z tym sama... Nie widzę juz powodow dla ktorych warto wstawac z łóżka kazdego ranka... ;(

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~człowiek jeden [2010-11-16 00:30]

nie tylko kobiety tak mają
między innymi z tych powodów ja jako mężczyzna byłem przez wiele lat w długotrwałym związku - kochałem "za bardzo" a jednocześnie nie potrafiłem odejść wiele lat temu kiedy tylko pojawiły się pierwsze sygnały że coś jest nie tak - partnerka tak samo - związek stał się wzajemnym zapatrzeniem w siebie - to tak jakby być przez wiele lat zakochanym cały czas - związek był szczęśliwy i udany, ale w gruncie rzeczy był dla mnie okropną samotnością - przez jakiś czas też zagubiłem się w kimś innym i znowu nie miałem siebie, co gorsza to osoba, która znałem i w jakiś sposób kochałem też od wielu lat - tkwię w tym nadal cały czas wracając myślami i nie tylko zresztą do obydwu kobiet na przemian - powoli odnajduję siebie dopiero po dłuższym czasie i widzę, że takim zachowaniem robię krzywdę zarówno sobie jak i innym - nie życzę nikomu takiego stanu - jak boicie się odejść to nie ma czego - to jedyna szansa na bycie sobą, może niesłusznie myślę, ale jeśli obydwie osoby faktycznie się kochają i problem leży gdzieś indziej a nie samych partnerach to zawsze mogą do siebie wrócić, jak kochacie ze wszystkich sił a jednocześnie nie jesteście pewni żeby być razem to najlepiej zrobić sobie wycieczkę do porządnego psychologa - np. we dwoje

odpowiedz

pokaż 4 ukryte odpowiedzi

Ocena: 0 [0]
~Kot [2010-11-16 12:28]

dlaczego nie potrafię odejść?!
Mam podobny problem. Jesteśmy młodym małżeństwem, mamy wspaniałą córkę... i to by było na tyle, a może aż tyle? Sama nie wiem co mam robić, czy odejść, mam swoje mieszkanie, pracę, poradzę sobie finansowo, bo ostatnie półtora roku mój mąż siedział na moim utrzymaniu kiedy ja nawet nie miałam czasu pomyśleć o tym, że jestem zmęczona. Też nie dostawałam z oczywistych względów prezentów, ale to nie o nie chodzi - choć od pewnego czasu myślę, że jeśli facet nie ma za co mnie gdzieś zaprosić to szkoda mojego czasu. To może głupie i egoistyczne, ale mam dość bycia mamusią - kup Cole, czipsy,to i tamto. Chyba stałam się materialistką. A wracając do ofiarności mojego faceta powiem, że oprócz braku prezentów (nawet na urodziny) przestałam słyszeć komplementy, nie przytulał mnie, nie całował, nie kochał się ze mną, nie rozmawiał. Kiedyś było inaczej... Ostatni raz byłam w łóżku z facetem ponad półtora roku temu i to nie z moim mężem! Teraz to już nawet od czterech miesięcy śpimy osobno... Po cholerę my jesteśmy razem? Czasem czuję jak w nocy podchodzi do mojego łóżka i podnosi moją kołdrę, przygląda się mojemu ciału - ja udaję, że śpię - dlaczego nie próbuje się do mnie zbliżyć na co dzień?! Irytuje mnie to wszystko! Nie znam sposobu na poprawę naszego małżeństwa, czy raczej tego co z niego zostało. Myślałam, że jak znajdzie sobie pracę to coś to zmieni, ale NIE. To nic nie zmienia, mamy tylko łatwiejszą sytuację materialną. Pytałam Go już tyle razy co jest nie tak? Może jest gejem albo mu się nie podobam i chciałby mieć inną kobietę? Obraził się na mnie. Nie jestem z kamienia, jestem tylko człowiekiem i potrzebuję seksu, w końcu znów wybuchnę jak bomba zegarowa kiedy nie wytrzymam tego dłużej i będę mieć kaca moralnego (ponad półtora roku to dla mnie bardzo dużo). Proponowałam wizytę u psychologa, seksuologa, kogokolwiek...nie zgodził się. On nie widzi problemu albo nie chce widzieć. A ja siedzę z nim nie wiem już po co. Jego osoba tak mi już działa na nerwy, że zaczyna mi przeszkadzać wszystko co robi, to jak się ubiera, jak pachnie...

odpowiedz

pokaż 1 ukrytą odpowiedź

Ocena: 0 [0]
~babcia Hania [2010-11-16 16:03]

odejść
Czasami takie odejście uświadamia nam, jak dużo możemy stracić. Moja córka z mężem tak zrobiła i okazało się, że wrócili do siebie i są lepszym małżeństwem niż wcześniej. Dużo pomógł psycholog. Spróbujcie terapii rodzinnej, może i wam sie uda.

odpowiedz

planer ślubny

Twoja historia

opisz swoją historię

Najczesciej czytane

Dlaczego on nie chce ślubu?

Jestem ze swoim facetem pięć lat, ale po ponad dwóch latach rozstaliśmy się na 5 miesięcy, po czym wróciliśmy do siebie, na nowo zamieszkaliśmy razem i żyliśmy szczęśliwie. Postanowiliśmy postarać się o dzidzie, oboje bardzo tego pragnęliśmy, staraliśmy się jakoś cztery miesiące, zaszłam w...

więcej

Mój chłopak mnie zaniedbuje

Jestem młodą dziewczyną, mam 21 lat. Od 7 miesięcy jestem z moim chłopakiem, studentem informatyki. Nie jest on typowym informatykiem przyklejonym do komputera. Jest też sportowcem i ma wiele innych zainteresowań.

więcej

Jak żyć z alkoholikiem?

Moja historia jest smutna, zaczynała się pięknie... spotkaliśmy się nad morzem, jak dwie połówki jednego jabłka, były oświadczyny. Potem mi powiedział, że pił, ale ma to za sobą i nigdy więcej tego błędu nie popełni... Był piękny ślub, trzy lata spokoju, a później nieudane starania o...

więcej

Zobacz w innych serwisach