fot. sxc.hu
Nasze hity
W tym tygodniu zamawia jeszcze elegancką bombonierkę belgijskich czekoladek i bukiet róż. W zamówieniu zaznaczy, żeby czekoladki i dwanaście róż przesłać w piątek do jej biura, najlepiej koło godziny 12, tuż przed przerwą obiadową. Anna zna scenariusz: uśmiechnie się niby z zakłopotaniem i pokwituje romantyczną przesyłkę, którą sama sobie przesłała na Walentynki. Już wyobraża sobie spojrzenia i szepty za plecami.
Wczoraj, na poczcie, odbierając list polecony, wysłała sobie 4 różne kartki walentynkowe: też na adres biura. Starała się, aby charakter pisma był na każdej inny, bo wie, że zanim trafią do niej, najpierw przeczyta je sekretarka, a potem jej asystentka. Anna wie, że to żałosne: po czterech latach studiów, dwóch dodatkowych latach studiów podyplomowych i praktykach w oddziale w Sztokholmie, zachowuje się jak zakompleksiona nastolatka, a nie spełniona kobieta sukcesu, za jaką lubi się uważać. Nie pomaga dość kosztowna, snobistyczna psychoterapia i leki na receptę, mające poprawiać „ogólny ogląd rzeczywistości”, jak powiedział lekarz.
Do Walentynek Anna ma stosunek mieszany: nie drażnią jej specjalnie kiczowate dekoracje w sklepach i promocje dla zakochanych. Pracuje w marketingu od sześciu lat i wie, że to wymóg rynku. Jest też pewna, że lubiłaby to święto bardziej, gdyby miała je z kim spędzić.

związek

















