fot. Jupiterimages
Są takie dni, gdy jej ciało i ona sama mają zdolność pójścia na całość. Kiedy indziej jej potrzeby w pełni zaspokaja fizyczny kontakt: delikatne pieszczoty, bliskość. Wówczas chce, by "to" jak najszybciej się skończyło. Nie mówi o tym jednak partnerowi, żeby go nie urazić. Zwłaszcza, gdy nie ma świadomości, że to przejściowe i apetyt na orgazm powróci. Sama jednak nie ma pewności kiedy: cykl aktywności seksualnej to sprawa indywidualna i zmienna. Nie ma określonej długości.
Jak Słońce
Mężczyzna, niczym Słońce, wschodzi codziennie w całej okazałości i rozpoczynając zbliżenie jest niemal pewien, że pozwoli mu ono na osiągnięcie orgazmu. Ponieważ jego brak jest zawsze dyskomfortem, a nawet bolesnym doświadczeniem (jądra kiepsko to znoszą), nie może pojąć, że jego partnerka nie potrzebuje szczytowania za każdym razem.
Ku zaskoczeniu wielu kobiet, mężczyźnie do osiągnięcia pełnej satysfakcji seksualnej potrzebna jest świadomość zaspokojenia partnerki. Szybkie dążenie do finału to wcale niekoniecznie egoizm, a raczej przekonanie, że "u niej to trwa za długo". Gdyby, od czasu do czasu, zwolnić mężczyznę z obowiązku doprowadzenia ukochanej na szczyt, a ją ze szczytowania, szybki numerek, zakończony i poprzedzony czułościami, dałby ulgę obojgu. Rzecz w tym, że kobiety prawo do orgazmu zaczęły traktować jak obowiązek, a mężczyźni brak kobiecego orgazmu jako objaw nieprawidłowości w związku, dowód, że zawiedli. I męczą się oboje.
WIĘCEJ NA TEN TEMAT PRZECZYTASZ W SERWISIE WWW.MAMYPOMYSL.PL






















