fot. Jupiterimages
Tak można nazwać reakcje niektórych par. Zaczynają bez ogródek mówić o tym, jak czują się z tą drugą osobą. Wypowiadają na głos wszystkie żale, określają niezaspokojone potrzeby. Choć takie rozmowy bywają naprawdę bolesne dla obu stron, to są stanowczo lepsze niż milczenie. Gdy ludzie chcą ze sobą rozmawiać, to znaczy, że nie wszystko jeszcze legło w gruzach.
Taka rozmowa może być początkiem prac naprawczych. Być może niektóre sprawy mogą się zmienić, niektóre potrzeby mogą być zaspokojone. Warunek: obie strony muszą założyć, że ponoszą część winy za niepowodzenie związku. I osoba zdradzająca i… zdradzona. Obie strony muszą się zaangażować w próbę naprawienia związku, w przeciwnym razie nic z tego nie wyjdzie. W sytuacji zdrady nie chodzi bowiem o wymierzanie sprawiedliwości, ale o trudne (czasem niemożliwe) odbudowanie miłości, która legła w gruzach.
Wszystkie za i przeciw
Gdy emocje nieco opadną, zdradzana osoba wypłacze się i wyzłości, przychodzi niezbędny w takiej sytuacji dystans. To dobry doradca, bo pozwala spojrzeć nieco chłodniej na sprawy. Trzeba się najpierw zastanowić, czy zdrada partnera, to jedyny poważny zarzut do jego osoby. Czy zostałaś (zostałeś) zdradzony przez niechluja, lenia, psychicznego gnębiciela, czy przez wspaniałego człowieka, poza którym nie widziałaś (łeś) świata. Ważne jest też to, czy zdradził wieloletni partner (mąż, żona), z którym masz dzieci, wspólny dom, wspólne życie. Czy też ktoś poznany przed rokiem, z którym nawet nie mieszkasz?
ZDRADZIŁEŚ? NIE JESTEŚ BEZPIECZNY!






















