AAA
fot. Jupiterimages
Nie jest tajemnicą, że do kosmetyków dodawane są substancje konserwujące, które przedłużają ich trwałość. Oczywiście, im mniej konserwantów, tym lepiej dla naszej skóry, jednak stosowanie niektórych konserwantów w kosmetyce jest nieuniknione. Nie każdy z nich jest tak samo bezpieczny, ostatnio rozgorzała gorąca dyskusja na temat powszechnie używanych w kosmetyce parabenów.
Kosmetyk to idealna pożywka dla bakterii i grzybów. Znajdujące się w nim aminokwasy, peptydy, ekstrakty roślinne i witaminy są bardzo nietrwałe i szybko ulegają rozkładowi. Kosmetyk, który nie został zabezpieczony konserwantem, szybko ulegnie zepsuciu, czego rezultatem jest zmiana zapachu i wyglądu preparatu. Aby przedłużyć trwałość kremu, mleczka czy balsamu, dodawane są do nich substancje konserwujące, czyli składniki przeciwdrobnoustrojowe.
Właśnie takimi składnikami są parabeny. Ich stężenie w kosmetykach waha się od 0,3 do 0,5 proc. (w UE do 0,4 proc.). Poza nimi w kosmetykach występują także inne składniki konserwujące. Chociaż stosowane w dopuszczalnych dawkach parabeny nie są toksyczne, w ostatnich latach zwrócono uwagę na ich estrogenne działanie. Z tego powodu ich dalsze dodawanie do kremów jest dyskusyjne - prawdopodobnie mogą powodować rozwój guzów piersi.
Parabeny zapewniają dłuższy termin przydatności produktów. Należą do konserwantów pochodnych kwasu benzoesowego. Na opakowaniu, w składzie kosmetyku kryją się pod nazwą: ethylparaben, propylparaben, methylparaben i butyloparaben. Pierwsze szczegółowe badania na ich temat pojawiły się już kilka lat temu, kiedy to zaczęto podejrzewać je o przedostawanie się do organizmu i wpływ na rozwój rakowych komórek w organizmie. Ostatecznie jednak nie udowodniono ich działania nowotworowego.