Grzegorz Skawiński: Kiedy decydowaliśmy o powrocie zespołu Kombii myśleliśmy, że głównym adresatem naszej twórczości będzie grupa wiekowa zbliżona do nas. Zaczęliśmy grać, wyszła płyta i okazało się, że ten krąg jest dużo szerszy. Bardzo silną grupę na koncertach stanowi młodzież. Dla nas, dla muzyków grających już tyle lat, to bardzo ważne. Oczywiście mamy ogromny szacunek dla naszej starej publiczności, ale z drugiej strony nagrywamy w tej chwili zupełnie nowe płyty - to dawne Kombi, ale i zupełnie nowe Kombii. Działamy dziś, w dzisiejszych realiach rynku i bardzo nas cieszy, że przybyli nam nowi słuchacze. To dobry prognostyk dla zespołu, bo będziemy mogli się rozwijać, a nasza muzyka - ewoluować. Płyta „C.D”, którą nagraliśmy półtora roku temu, jest jeszcze na „rozdrożu”, bo chcieliśmy zachować stary klimat i wprowadzić coś nowego. Teraz będziemy nieco odważniejsi. Gramy bardzo wiele koncertów, mamy okazję do spotkań z ludźmi, więc poznajemy naszego słuchacza. Mamy też licznych fanów zrzeszonych w fan-klubie. Nasza popularność to nie popularność ludzi z okładek pism, bronimy się muzyką, a nie pięknym wyglądem czy wymyślnymi strojami.
Waldemar Tkaczyk: Ostatnio graliśmy koncert na Ursynowie, na który przyszło wielu ludzi, a pierwsze rzędy stanowiła w większości młodzież, wręcz dzieci. Ci młodzi słuchacze nie dość, że śpiewają nasze nowe utwory, co nie może dziwić, bo wszystkie mają po 1,5 roku, ale znają też wszystkie stare piosenki. W takich chwilach odczuwamy wewnętrzną radość, bo na naszej muzyce wychowały się pokolenia. Ludzie pamiętają nasze przeboje, a to znaczy, że musiały być wartościowe.
Nasze hity
Grzegorz Skawiński: Tworzymy muzykę z pogranicza, są w niej elementy rocka, a na ostatniej płycie nawet akcenty hiphopowe. Nie chodzi mi tutaj o rap, gadkę, ale raczej rytm. Wcześniej mieliśmy krótki „flirt” z hiphopem programie „Muzyka łączy pokolenia”. Z Doniem i Liberem z Ascetoholix nagraliśmy „Skarby”, potem oni wylansowali na nowo „Nasze rendez-vous”. Takie działania są fajne, to takie małe kroczki – nie nakładam szerokich spodni, czapki do tyłu i nie zaczynam rapować. Czegoś takiego nigdy nie będę robić, chyba że dla żartu (śmiech). Wymieniliśmy się utworami, każdy był sobą. Nawet ci, którzy oskarżali nas, że się podłączamy pod hiphop musieli skapitulować, bo okazało się, że „Nasze rendez-vous” z naszym udziałem znów było wielkim przebojem. A w hiphopie często przerabia się stare utwory, dodając do nich gadkę.

bez cenzury











