Nasze hity
Przeczytałam, że masz naturę samotnika. Na ekranie jest wesoły Prokop, otwarty w kontaktach z ludźmi, a w domu Prokop smutny, zamknięty w swoim świecie.
To nie tak. Po pierwsze, mój zawód oznacza bardzo dużą intensywność kontaktów z ludźmi, więc mam naturalną potrzebę odreagowania, pobycia ze sobą, złapania oddechu i dystansu. Inaczej szybko bym się spalił. Po drugie, nienawidzę presji bycia fajnym na zawołanie, kiedy akurat nie mam na to ochoty. Alergicznie reaguję na hasło: „Ej, weź powiedz coś śmiesznego”. Może dlatego większość zawodowych komików prywatnie cierpi na depresje. Teraz ich rozumiem. (śmiech) Chociaż trudno o większą frajdę niż moment, kiedy na kamerze zapala się czerwona lampka oznaczająca, że jesteśmy na antenie. Czuję się wtedy trochę tak, jakbym zakładał kostium Batmana.
Powiedziałeś, że tak bardzo się stresujesz, kiedy rusza nowy program, że później chcesz przez chwilę pobyć trochę „warzywkiem”.
Przez stres rozumiem tutaj ogrom pracy, jaki trzeba włożyć w „odpalenie” każdego nowego programu, zwłaszcza tak wielkiego widowiska, jak na przykład „Mam talent”. Sztaby ludzi pracują przez wiele tygodni, często po kilkanaście godzin na dobę, żeby wszystko dobrze wyszło. To jest potworny wysiłek, a na ekranie nie ma miejsca na okazywanie zmęczenia. Ci, którzy nie wytrzymują tempa, szybko wypadają z obiegu. Nie chcę robić z siebie męczennika, ale jeśli komuś się wydaje, że show-biznes jest robotą lekką, łatwą i przyjemną, to jest w dużym błędzie.

bez cenzury




















