Nasze hity
– Nie lubiłam swojej dziewczęcości. Jako nastolatka byłam wobec siebie całkiem na nie. Pewnie dlatego, że zabrakło kogoś, kto by mnie przez lata dojrzewania przeprowadził za rękę. Kiedy dostałam pierwszej miesiączki, poszłam z tym do taty. Było mi o tyle łatwiej, że jest ginekologiem. Schowałam się za rzeczowość, jaka towarzyszy rozmowie z lekarzem. Ale niektórym moim koleżankom wydawało się abstrakcyjne pytać tatę o regularność okresu. Jak można z mężczyzną poruszyć taki temat?
– Widać można. A można poruszyć i takie tematy, na które nie pogada się z mamą, a jeśli, to całkiem inaczej. Na przykład o mężczyznach.
– Niestety nie było rozmów o chłopakach. Dlatego mi tak trudno mówić o uczuciach, bo mnie nikt tego nie nauczył. Próba wyciągania ode mnie, czego ja potrzebuję i oczekuję, to dla mężczyzny droga przez mękę.
– Może dlatego szukałaś starszego partnera?
– Może. Kogoś, kto jest doświadczony, kto więcej rozumie i nie trzeba mu wszystkiego tłumaczyć.
– A czułaś się bardziej dorosła od rówieśników?
– Zdecydowanie. Zawsze tak mnie postrzegano, pewnie przez moją sytuację rodzinną. Nigdy też nie miałam urody nastolatki. Moje koleżanki z roku nadal wyglądają jak dziewczynki, a ja dawno wyglądałam dojrzale i taki miałam głos. Ale na pewno też psychicznie chciałam sprostać sytuacji rodzinnej, żeby nie dostarczać dodatkowych problemów i zmartwień tacie. Przez całe studia byłam nieprzyzwoicie poprawna. Nie zdarzało mi się upić, zapalić trawki. Wszystko w granicach rozsądku, przy pełnej kontroli. Aż przyszedł taki moment w czasie studiów, że się zbuntowałam przeciwko sobie, przeciwko tej swojej cholernej ciotkowatości i temu, że sobie nie pohulałam. Ale nie trwało to długo. Widocznie szaleństwo nie leży w mojej naturze. Nie lubię dużych imprez, wolę te w gronie rodzinnym, wśród przyjaciół.
– Wracając do kompleksów... Jesteś dziewczyną z teledysków De Mono, tego samego zespołu, w którego klipach występowała Agnieszka Maciąg!
– Nie pomyślałam o tym. Nawet świadomość, że się mężczyznom podobam, powiem więcej, że czasami potrafię to wykorzystać, nie zmienia mojego widzenia siebie. Nie ma poranka, żebym się nie obudziła z myślą: „O Jezu, czemu ja czegoś ze sobą nie zrobię?”. Wiele osób przyjęło z zaskoczeniem fakt, że zostałam aktorką, bo zawsze byłam szarą myszką. Odpowiadało mi bycie w cieniu i siedzenie w czwartej ławce z jedną przyjaciółką. A jednocześnie sprawiało mi jakąś masochistyczną przyjemność wychodzenie na środek i deklamowanie wiersza czy śpiewanie piosenki.
– Nagrałaś właśnie płytę. Bez wiary w swój potencjał?
– Wydaliśmy płytę z zespołem Machina del Tango: tanga polskie przedwojenne i współczesne. Ludzie na koncertach reagują świetnie. A i tak zapytałam Ulkę, pianistkę i kompozytorkę: „Powiedz mi, dlaczego wy ze mną gracie? Jest tyle dziewczyn, które mają dużo lepszy głos, lepszy słuch?”.
– Pominąwszy dyskusje o talencie, może jesteś zwyczajnie fajniejsza?
– Wiesz, chyba niosę ze sobą pozytywną energię. Mam w sobie takiego kaowca, że jak wchodzę na plan, to atmosfera się rozluźnia. Pośmiejemy się z ekipą, żeby fajnie poszła robota. Taka funkcja mi odpowiada i żartuję nawet, że powinnam dostawać dodatek za drugiego reżysera albo za kierownika planu. (śmiech)
– Na planie masz chyba trochę więcej do zrobienia.
– Staram się robić coś więcej, niż tylko rozładowywać napięcia w ekipie.
– Czego byś chciała?
– Marzy mi się oczywiście dobra rola, psychologicznie skomplikowana, głęboka. Dodatkowym wyzwaniem byłoby, gdybym mogła zagrać w obcym języku. Do niedawna wydawało mi się to bardzo trudnym do zrealizowania marzeniem. A jednak! Koleżanka z mojego roku, Karolina Gruszka, zagrała nie tylko po angielsku, ale co więcej – u Lyncha. Okazało się, że to możliwe, osiągalne! Ogromnie jestem ciekawa tego, jak pracuje się poza Polską, w Europie Zachodniej, ale też Rosji i oczywiście za oceanem! Zdarzyło mi się zagrać w niemieckim filmie. Grałam polską studentkę, ale po niemiecku. To było bardzo odświeżające. Już jak jechałam na casting do Niemiec, poproszono, żebym przyszła bez makijażu. Miałam kolczyki i reżyserka castingu mi je zdjęła. Kazali mi przyjść sauté, bo chcieli sobie wyobrazić, jak będę wyglądała w roli, o którą się ubiegałam. Chyba mają dużo większą wyobraźnię w kwestii tego, co można zrobić z aktorem. W Polsce, jak cię raz zapamiętają, taka długo pozostaniesz. Od komedii, to od komedii. Jak blondynka to blondynka. Poza Polską jestem białą kartą, kimś nieznanym. To może mieć dobre strony, a dla mnie jest dużym wyzwaniem.
Anna Dereszowska (ur. w 1981 r. w Mikołowie) – aktorka i wokalistka, znana m.in. z roli Kaliny w serialu „Złotopolscy” i Korby w filmie „Lejdis”. Na stałe związana z Teatrem Dramatycznym i teatrem muzycznym Studio Buffo w Warszawie. Prywatnie partnerka aktora Piotra Grabowskiego. Mama półtorarocznej Leny.
Oficjalne wydanie internetowe: www.zwierciadlo.pl

bez cenzury


















