Nasze hity
Po czterech latach intensywnego grania w teatrze w Szczecinie moi przyjaciele postanowili za wszelką cenę i ku mojemu przerażeniu wypchnąć mnie dalej. „W tym teatrze zagrałaś już wszystko, co było do zagrania, musisz stąd wyjechać” – zdecydowali. Nawet kiedy poprosiłam kolegę fotografa, żeby zrobił mi jakieś odbitki zdjęć ze spektakli, w których grałam, dowiedziałam się, że zrobi je dopiero w momencie, kiedy zmienię teatr. To był spisek, ale spisek w dobrej wierze, przyjacielski. Ktoś doniósł, że z Teatru Nowego w Poznaniu właśnie odeszła część zespołu i zwolniły się etaty. Gdy tam pojechałam, ktoś inny wyciągnął z próby Izabellę Cywińską, żebym mogła się z nią spotkać (ja, swoim zwyczajem, już chciałam zwiać do Szczecina). Udało się, zostałam przyjęta. W Poznaniu spędziłam dwa i pół sezonu, zagrałam kilka ważnych dla mnie ról – ciekawostka, również komediowych – polubiłam miasto, zawiązałam przyjaźnie. Po roku Cywińska została ministrem kultury w rządzie Tadeusza Mazowieckiego, a jakiś czas potem Maciej Prus ściągnął mnie do Teatru Dramatycznego w Warszawie.
10 PAŹDZIERNIKA 1991
Dzień moich trzydziestych urodzin. Pierwsze miesiące w Warszawie. Ponura data. Przed Teatrem Dramatycznym spotkałam Jerzego Satanowskiego, o mało się nie rozryczałam przed nim. Wszystko było nie tak. Mieszkałam sama w wynajętym pokoju, w mieście, w którym czułam się obco: jak mrówka, nad którą wisi wielki bucior. W Poznaniu był mój mąż, przyjaciele i dom, w Warszawie czułam się samotna. W Szczecinie i w Poznaniu po spektaklach chodziliśmy razem na obiady, kolacje, imprezy, rozmawialiśmy godzinami, teatr mieszkał w naszych domach, a nasze domy nie czuły się obco w teatrze. W Warszawie, po próbie, wszyscy natychmiast uciekali na plan zdjęciowy, do telewizji, do radia. Przez jakieś trzy lata nie opuszczała mnie pewność, że wrócę do Poznania. I do tego byłam taka stara, skończyłam już 30 lat! Jurek Satanowski powiedział: „Czyś ty oszalała? Wszystko, co najpiękniejsze jeszcze przed tobą”. I słowo ciałem się stało. Gdy urodziłam pierwszą córkę, Paulinkę, i przenieśliśmy dom do Warszawy, poczułam, że powoli zaczynam zapuszczać korzenie. Dziś mogę powiedzieć, że mam tutaj swoje miejsce na świecie – dom rodzinny moich dzieci, swoje ścieżki, przyjaciół, swój teatr. Oswoiłam miejsce.

bez cenzury



















