Nasze hity
AL: Początki. Kiedy Pola się urodziła, legł mit o macierzyństwie, wspaniałym, cieplutkim kokonie, pachnącym mlekiem i oliwką. Mit o spokoju i spełnieniu. Ja chodziłam ciągle niedospana, wściekła i rozczarowana.
S: Rozczarowana czym?
AL: Tym, że nie spełniły się obietnice, o których pisały kolorowe magazyny. Teraz myślę sobie, że to, że Polusia tak dużo płakała, bolał ją brzuszek, miało jakiś związek z moją ciążą. Kiedy byłam w drugim miesiącu, tragicznie zginął mój tata i bardzo to przeżyłam. Ona, biedulka, też musiała to jakoś odczuć. W każdym razie na samym początku było mi naprawdę ciężko. I to John dał mi dużo siły i przejął wiele obowiązków. Nie wiem, jak bym dała sobie radę z partnerem, który wychodzi o ósmej i wraca o osiemnastej. Czułam się bezradna. Zaczęłam się obwiniać, że nie mam instynktu macierzyńskiego. Matka natura mi niczego nie podpowiedziała. Nadal mam czasem poczucie, że przegrywam, bo nie potrafię pogodzić dwóch ról życiowych. Zrealizowanej artystki i troskliwej mamy. Najchętniej to miałabym dwa życia. Jedno poświęciłabym pracy, drugie rodzinie. Wtedy miałabym z trójkę dzieci. Na lepsze zmieniło się to, że kiedy urodziłam córeczkę, poczułam potrzebę głębszej relacji z własną mamą. Wcześniej były momenty zimy, teraz te więzi się zacieśniły.
S: Powiedziałaś kiedyś: „Zawsze wiedziałam, że to będzie córka”. Skąd to przeczucie?
AL: Nie wiem, ale pamiętam, jak jeszcze w starym mieszkaniu, przy ruchliwej ulicy, pisałam na karteczkach: Pola Porter, Pola Porter, Pola Porter. To było trzy lata przed tym, jak pojawiła się w moim brzuchu. Po drodze okazało się jeszcze, że może nigdy nie będę mogła mieć dzieci, leczyłam się nawet w klinice niepłodności. W pewnym momencie nawet się z tym pogodziłam, powiedziałam sobie: no nic, trudno. I jak już odpuściłam, to podczas nagrań naszej drugiej płyty w Lublanie kupiłam test ciążowy. Tamte dwie kreski to była właśnie Polusia. Tylko że wtedy zupełnie inaczej ją sobie wyobrażałam. Myślałam, że będzie słodką dziewczynką, aniołem. A ona ma cechy przywódcze, jest temperamentna. Krzyczenie na nią nie ma sensu. Przynosi dokładnie odwrotny efekt. Obraża się, zamyka u siebie w pokoju. Łaskawie pozwala się wykąpać, ale stawia warunki. To samo ze spacerem, z jedzeniem, wszystkim.
S: Jak godziłaś pracę z wychowaniem tak małego dziecka?
AL: Pisałam nocami. W momencie, w którym kładłam Polę do łóżka, zaczynał się dzień. Szłam na górę (mamy dwupoziomowe mieszkanie) i zamykałam się w pokoju muzycznym. W związku z tym niewiele sobie przez ten ostatni rok pospałam. Pola budziła się o siódmej. Niestety, nie jestem typem śpiocha, słabo mi idzie zasypianie, a jak się już rozbudzę, to koniec. To samo ma moja mama. Nie wiem, może to jest jakoś uwarunkowane genetycznie? A tu mnie jeszcze te piosenki opętały.
S: Wszystkie są bardzo nostalgiczne. Ale kiedy z tobą rozmawiam, nie widzę, żebyś była smutna.
AL: Jak tu pisać wesołe piosenki? Miło się przy nich pobawić, i to wszystko. Kiedy z kolegami wyjeżdżamy na koncerty, zwykle kończy się na tym, że szalejemy do piosenek ABBY do czwartej nad ranem. Takie klimaty też są czasem potrzebne. Ale mnie kompletnie nie inspirują. Ja potrzebuję jakiegoś fermentu. Czegoś bolesnego.

bez cenzury
















