Nasze hity
AL: Znam swoje możliwości. Nie planuję wielkiej międzynarodowej kariery. Chcę ukazać się na zachodnim rynku bez wielkiego rozgłosu, przy wsparciu niezależnej wytwórni fonograficznej. Mam przesłanki, by myśleć, że się uda. Muzycy, których wybrałam, nigdy nie zgodziliby się ze mną pracować, gdyby nie podobało im się to, co im pokazałam. Dostaję dużo sygnałów, że to płyta oryginalna, poetycka. Cameron, mój reżyser dźwięku, dzwoni do mnie codziennie. Pyta, czy jeszcze wierzę w to, że wydajemy ją w Anglii, pilnuje, żeby nie opadł mój entuzjazm. Wierzę w daną mi szansę i zrobię wszystko, żeby jej nie stracić.
S: Wszystko, to znaczy co?
AL: Mamy z Johnem plan przeprowadzki do Londynu. Na razie na rok, na próbę. Na miejscu łatwiej dopilnować spraw. Wysyłanie płyt nic nie zdziała. Taki materiał zwykle ląduje w koszu.
S: Nie boisz się przeprowadzki do innego kraju?
AL: Jestem specyficznym typem tchórza. Takim, co to się wszystkiego boi, ale i tak robi swoje. Trzęsę się cała, przeżywam, ale i tak w efekcie skaczę na głęboką wodę. W tym przypadku nie mam jednak nic do stracenia. Przeraża mnie tylko, kiedy pomyślę sobie, ile jeszcze pracy przede mną. Czy dam radę, czy starczy mi pomysłów, siły, determinacji. Ale wyjazdu się nie boję. Z Johnem spotkaliśmy się w połowie drogi. On wyemigrował z Anglii dawno temu i choć żyje tu tyle lat, to już nie stanie się do końca „swój”. Z kolei ja zawsze marzyłam o tym, żeby mieszkać na Wyspach Brytyjskich albo w Stanach. Od dzieciństwa uwielbiałam język angielski, sama się go uczyłam. W podstawówce rozszyfrowywałam testy zagranicznych piosenek. Wszystko, co mnie inspiruje, literatura, muzyka, pochodzi stamtąd. Poza tym, o czym my mówimy? Zawsze mogę do Polski wrócić. Nie mogłabym nie spróbować. Siedzenie i odcinanie kuponów od tego, co już zrobiłam, to dla mnie śmierć artystyczna.
S: Co będzie z Polą?
AL: Pola cały czas pyta, kiedy pojedziemy do tej Anglii. Do „kraju daddy”. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, pakujemy walizki i znikamy na jakiś czas w przyszłym roku.
S: A jeśli się rozczarujesz? Bierzesz to pod uwagę?
AL: Zauważyłam, że mnie się marzenia raczej spełniają. Może dlatego, że nie jestem kimś, kto wierzy, że coś się samo wydarzy, tylko podejmuję akcję. Niczego do tej pory nie dostałam za darmo. Wszystko sobie wychodziłam sama.
Wydanie internetowe
MAGAZYN SUKCES

bez cenzury















