Nasze hity
Przyznam, że rozmawiamy o tym, choć nie jestem fanem fabrykowania dzieci na akord i akcji pt.: „Dziś mam dzień płodny, to rzućmy się na siebie, może coś z tego będzie”. Najpiękniejsze w posiadaniu dzieci jest to, że przychodzą na świat, kiedy chcą.
To mówi człowiek, który musi mieć wszystko dokładnie zaplanowane w życiu.
W pewnych sferach życia, np. w inwestycjach, na półce z płytami, w szufladzie ze skarpetkami, lubię mieć porządek. A w innych – nie jestem ortodoksem z kołnierzem zapiętym pod samą szyją, który nie potrafi wykonać spontanicznego ruchu. Nie popadajmy w skrajności.
Twoja narzeczona jest bardziej spontaniczna?
W niektórych dziedzinach na pewno tak. Ma bardziej ekstrawertyczną naturę ode mnie, łatwiej nawiązuje bliskie relacje z ludźmi. Ja się z nimi dłużej oswajam, jestem bardziej nieufny. Ale to nie znaczy, że jesteśmy skrajnymi charakterami – ani ona nie jest hiperaktywna towarzysko, ani ja nie jestem samotnikiem, który chciałby się zaszyć w dziupli wydrążonej w drzewie na końcu świata. Jednak czasem potrzebuję wyciszenia, które prowadzi do rozmowy z samym sobą albo sprawia, że łatwiej podejmuje się w życiu ważne decyzje. Nie lubię mieć nieustającego gwaru wokół siebie.
Mimo różnych charakterów tworzycie udany związek.
Gdybym był z osobą, która jest identyczna jak ja, ma te same plany i tak samo widzi rzeczywistość, szybko bym się zanudził. Na fizyce uczono mnie, że na różnicy potencjałów wytwarza się napięcie. Jak jest plus i minus, to płynie prąd. A jak dwa plusy lub dwa minusy, prądu nie ma. To prawo sprawdza się też w związkach.
Dobrze zarabiasz, a jednak wysłałeś swoją kobietę do pracy, chociaż wasza córka ma dopiero dwa lata.
Proszę, nie rób z mojej narzeczonej niewolnicy Isaury, a ze mnie złego Leoncia. Powrót do pracy był jej decyzją, chociaż – przyznaję – sam też byłem tego zwolennikiem. Nasza córka ma wspaniałą opiekunkę, pomaga nam również moja mama, więc nie było dylematu „dom czy kariera”. Uważam, że każdej zdrowo myślącej kobiecie potrzebna jest równowaga w obu sferach.
Złośliwi twierdzą, że nie ożeniłeś się do tej pory z oszczędności, bo wesele to jednak spory wydatek!
Tak naprawdę mógłbym się ożenić w każdej chwili – jutro, pojutrze, za pięć lat… Kiedyś to pewnie nastąpi, choćby po to, by więcej nie zadawano mi tego nudnego pytania. (śmiech) Pieniądze nie mają tu nic do rzeczy. Bardziej od urzędowego papierka interesuje mnie związek, w którym istnieje miłość, przyjaźń i zaufanie, a na to żadne weselne celebracje nie mają najmniejszego wpływu.

bez cenzury



















