Nasze hity
Film oberwał od krytyki, a mnie żałowano i radzono, żebym już, nomen omen, nigdy w życiu nie podejmowała tak zgubnych dla mnie w skutkach decyzji. Pisano, że szkoda mnie na podobne śmichy-chichy. Natomiast ja uważam, zwłaszcza teraz, po latach, że był to bardzo ważny moment w moim życiu zawodowym. Przed „Nigdy w życiu” w polskim kinie obsadzano mnie głównie w rolach cierpiętnic i matek bolesnych. Po „Nigdy w życiu” mówiono do mojej mamy: „Pani córka jest w tym filmie zupełnie inna”. „Nie, to jest właśnie prawdziwa Danka, taką ją znam” – odpowiadała mama. Ta rola wiele zmieniła, zaczęto mnie postrzegać mniej jednoznacznie. Podobnym przełomem była kilka lat wcześniej rola teatralna i związana z nią fizyczna metamorfoza, którą zafundował mi Grześ Jarzyna w „Uroczystości”. Do tego spektaklu po raz pierwszy ścięłam włosy.
JAN FRYCZ – ETATOWY MĄŻ
Jestem etatową, nieszczęśliwą, zdradzaną żoną albo narzeczoną Jana Frycza. Graliśmy nieudane pary w „Adrianne Lecouvreur”, w telewizyjnym „Iwanowie”, „Zaginionej”, „Nigdy w życiu”, „Bezmiarze sprawiedliwości”, „Jeszcze raz” oraz niedawno, po raz pierwszy w teatrze, znowu w „Iwanowie”. Natomiast w zawodowej przyjaźni dobrze nam się z Jaśkiem wiedzie. Ufam mu. Słucham jego zdania. A wszyscy wiedzą, jak potrafi być bezwzględny i okrutny w ocenach. Ale wiem, że jeżeli mówi mi, że coś gram bez sensu, to nie ma w tym żadnego drugiego dna. To znaczy, że po prostu muszę się wziąć do roboty i tyle. I kiedy mówi mi miłe rzeczy, jestem spokojna, że tak właśnie myśli.
FLIRTY I OCZAROWANIA
Uwielbiam. Jedna z moich przyjaciółek powiedziała kiedyś o mnie: „Jej nie wystarczy, że oczaruje facetów, ona musi flirtować nawet z własną fryzjerką”. Rzecz w tym, że tak naprawdę nie idzie tu o jakieś romanse, ale o strumień żywej, dobrej energii, która we mnie drzemie i od czasu do czasu musi wydostać się na zewnątrz. I o wymianę tej energii. Kilka dni temu przyszłam do pracy niedospana, zestresowana, z wiszącymi nade mną problemami i nagle usłyszałam od kompletnie obcej osoby: „Pani Danusiu, przepraszam, chciałabym tylko powiedzieć, że w pani jest tyle dobrej energii, że wystarczy, że pani z nami jest, od razu czujemy się lepiej”. I natychmiast, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, dała ona o sobie znać.
REMONT
Już nikt nie wierzy, że kiedykolwiek się skończy. Remont naszego warszawskiego domu trwa ponad dwa lata i nie widać finału. Wszyscy się dziwią, nawet nasz nadzorca twierdzi, że czegoś podobnego nie widział. W zasadzie nikt nie wie, dlaczego trwa to tak długo. Być może nasza działka leży w miejscu, w którym po prostu wszystko się psuje? Odnoszę wrażenie, że z każdą kolejną ekipą robimy dwa kroki do przodu i jeden do tyłu. Prawie każda robi swoje, przy okazji psując dzieło poprzedników. Błędne koło. Pozostaje tylko śmiech.
WAKACJE WE WŁOSZECH
Przez całe lata jeździliśmy na wakacje do Gowidlina. Siedzieliśmy nad jeziorem, spotkaliśmy znajomych, były długie rozmowy, czytanie książek, świeży miód itd. W tym roku postanowiliśmy po raz pierwszy spędzić z rodziną tak zwane czynne wakacje. Bazą była Florencja, w której mieszkaliśmy, ale udało nam się zwiedzić wiele pięknych miejsc. Nie tylko muzea, pałace, kościoły, nie tylko atrakcyjne turystycznie miejsca, jak Siena, Piza, Lucca, ale także urocze, mało znane zakątki, na przykład zachwycające miasteczko San Lucignano, które z lotu ptaka wygląda jak labirynt.
TANIEC Z GWIAZDAMI
Tak naprawdę to ja tańczę z gwiazdą: świetnym tancerzem, wyjątkowym nauczycielem, do tego Sycylijczykiem, Stefano Terrazzino. Wystąpimy jako goście w jednym z odcinków jubileuszowej, dziesiątej edycji „Tańca z gwiazdami”. Taniec zawsze sprawiał mi dziką radość, ale to był mój taniec, surowy, niepoddawany żadnej obróbce, nieujęty w żadne ramy. Tutaj okazuje się, że nic nie umiem, a wszystko, co umiem, to żle. Zawodowcy na moje biadolenie odpowiadają: „Gdybyś ty po miesiącu potrafiła zrobić to, co my po wielu latach pracy, musielibyśmy się wszyscy zastrzelić”. Nie dogonię mojego partnera, zawsze będę się przy nim czuła jak Pinokio, ale bilans mimo wszystko jest dodatni – każdy nasz trening jest kolejnym krokiem w zdobywaniu świadomości własnego ciała, świadomości niezwykle cennej w moim zawodzie. A poza wszystkim, najważniejsze, żebym w tej przygodzie nie zgubiła dzikiej radości.
Wydanie internetowe
MAGAZYN SUKCES

bez cenzury


















