fot. Sukces/Mateusz Stankiewicz
Dzisiaj wydaje się to mało prawdopodobne, ale w czasach mojego dzieciństwa noworodki w szpitalu były „obrączkowane” nie plastikową bransoletką z imieniem i nazwiskiem, tylko paskiem płótna zszywanym na rączce dziecka. No i w trakcie zszywania takiej tasiemki pielęgniarka zgubiła igłę. Położna postawiła na baczność wszystkie pielęgniarki. Przeszukano każdy milimetr mojego łóżeczka, igły jednak nie znaleziono.
PIERWSZA PRZEPROWADZKA
Pierwsze świadomie zapamiętane przeze mnie wydarzenie w życiu: miałam trzy lata, kiedy nasza rodzina przeprowadzała się do świeżo wybudowanego domu. To były ostatnie chwile w starym mieszkaniu. Siedzę na taborecie w kuchni, na podłodze stoi niewielka emaliowana miska, w której mama myje mi nogi, za plecami pusta już szafa, a ja mam poczucie, że dzieje się coś wyjątkowego. Mama opowiadała mi później, że następnego dnia po przeprowadzce powiedziałam: „Mamusiu, zabierzmy firanki i wracajmy do domu”. Wierzę w to. Do dzisiaj przyzwyczajam się zarówno do miejsc, jak i ludzi.




















