fot. AKPA
Opowie Pani o tym w swojej najnowszej książce? Jak wiele pracy nad nią Pani pozostało?
Chciałam, żeby były tam zawarte impresje i przemyślenia na różne tematy. Chcę pokazać góry po części jako metaforę życia. Planuję wydać ją jesienią, zaplanowana jest na wrzesień tego roku. Promocji książki będzie towarzyszyć też wystawa.
W Polsce głośno było o dopingu wśród sportowców. Ale Pani to na pewno nie dotyczy?
Na początku moich wspinaczek testowałam aklimatyzację, bez której niektórzy nie wyobrażają sobie życia w górach. Zrezygnowałam z niej bardzo szybko, bo chciałam w pełni zasłużyć na zdobycie Korony Ziemi. Przyjmuję całe opakowania aspiryny na krążenie i preparat witaminowy z żeń-szeniem, który dba o moją figurę. To wszystko. A moim dopingiem jest wiara i wytrwałość. Dopinguje mnie też córka, która sama zaczęła mi kibicować. Obie wpadamy w szał, gdy wracam do domu po kolejnej wyprawie... Zawsze za nią tęsknię.



















