fot. Robert Wolański
![]() |
| (fot. Robert Wolański) |
SUKCES: Jak się czujesz w roli najlepiej zarabiającego w Polsce showmana telewizji? 190 tysięcy złotych miesięcznie, nieźle jak na 31-latka.
MARCIN PROKOP: Nie chcę się do tej kwoty odnosić – ani potwierdzać, ani zaprzeczać, bo publiczne rozmawianie o pieniądzach jest w złym guście. Jeśli kogoś fascynują cudze zarobki, to ma dwa wyjścia – poszukać pracy w urzędzie skarbowym albo zakasać rękawy i wziąć się do roboty.
Zdradź przynajmniej, w co inwestujesz. W giełdę, nieruchomości, stare mercedesy?
Chciałbym w to ostatnie, ale mam mały garaż, w którym mieszczą się tylko dwa auta. (śmiech) Ostatnio inwestuję w siebie i swoją rodzinę, żeby jej niczego nie zabrakło. Może w niedalekiej przyszłości zamienię mieszkanie na większe. Czasy są takie, że wszelkie inwestycje w giełdę i różne instrumenty finansowe są niebezpieczne, więc na razie pieniądze „parkuję” w banku. W ziemi też trochę zakopałem (śmiech), bo kupiłem działkę.
Kuba Wojewódzki w jednym z programów zarzucił ci skąpstwo. Bo niby on jeździ wypasionym porsche, a ty mazdą za marne 130 tys. zł.
Większość naprawdę zamożnych ludzi, jakich znam, o ile oczywiście nie są skretyniałymi nuworyszami, żyje stosunkowo skromnie. Nie nazwałbym tego skąpstwem. Ostentacyjne obnoszenie się z bogactwem jest brakiem klasy. Wydawanie pieniędzy na przesadne luksusy nie podnieca mnie, nigdy nie byłem snobem. Kapitał jest dla mnie przede wszystkim zabezpieczeniem finansowej niezależności. Lubię mieć poczucie, że niczego nie muszę, a wiele mogę.





















