fot. mwmedia
– Staram się być. Imponują mi ludzie jasno wyrażający swoje oczekiwania. Myślę, że jest im łatwiej w życiu. Uczę się więc konsekwencji i asertywności. Może potrafię już sprawiać wrażenie takiej osoby, skoro tak jestem obsadzana. Nie mogę narzekać. Mocne kobiety są dużo ciekawsze do grania niż bezwolne mimozy, których zresztą praktycznie nie spotykam w życiu.
– Marzeniem twojej bohaterki jest macierzyństwo. Znasz to pragnienie? Byłaś nastawiona na dziecko?
– Zanim zostałam mamą, nie myślałam o dzieciach, wręcz się ich bałam. Instynkt macierzyński? Może coś takiego drzemało we mnie, ale podświadomie. Aż daliśmy sobie przyzwolenie na dziecko. I zdarzyło się, dzięki Bogu. Ale kompletnie nie byłam na to nastawiona. Może dlatego, że wcześnie straciłam mamę, zabrakło wzoru i rozmów na ten temat.
– Wierzysz, jak twoja bohaterka z filmu „Nigdy nie mów nigdy”, że można odnaleźć głębokie uczucia wobec dziecka, które biologicznie nie jest nasze?
– Na pewno. Nie trzeba więzów krwi, by zbudować więź emocjonalną. Ja taką relację mam z moimi macoszkami, a zwłaszcza z przyrodnią siostrą. Julka, córka mojej pierwszej macochy, jest ode mnie dwa lata młodsza. I ta miłość, bo tak mogę śmiało powiedzieć, jest niezwykle silna. Julia mi ogromnie pomogła, kiedy w moim życiu nastąpiła uczuciowa rewolucja. Nigdy nie pomyślałam o niej inaczej niż siostra. Mam dwie macochy i obie są cudowne. Z pierwszą macochą wciąż utrzymujemy ciepły kontakt. Mam również świetne relacje z obecną żoną taty. Wiem, że obie zawsze staną za mną murem. I odnoszą się do mojego dziecka jak do swojej wnuczki. Gabrysia jest absolutnie rozkochaną babcią, dzwonią z tatą i wypytują tylko o Lenkę, ja zeszłam na drugi plan (śmiech).
– Straciłaś mamę i mogłabyś być nieprzychylna kobietom taty.
– Tak było przynajmniej na początku, bo byłam w dość trudnym wieku, co w szczególnie przykry sposób odczuła Julia. O nią byłam zazdrosna najbardziej. Obawiałam się, że uczucia ojcowskie taty będą się musiały podzielić. Teraz się z tego śmiejemy.
– Mama zmarła na raka.
– Tak, chorowała kilka miesięcy. Rodzice nam nie powiedzieli, do czego choroba zmierza. Ale myślę, że dzieci instynktownie wyczuwają powagę sytuacji.
– Pamiętasz ten czas?
– Niewiele pamiętam z dzieciństwa. To zapewne reakcja obronna. Pamiętam, jak tata nam powiedział, że mama nie żyje. Tak mi się wydaje. Nie towarzyszył temu gwałtowny wybuch emocji, myślę, że w jakiś sposób spodziewaliśmy się z bratem najgorszego.
– Mamę pamiętasz?
– Słabo. Bardziej odtwarzam jej obraz ze zdjęć i z opowieści niż ze wspomnień. Niestety, niedawno zmarł brat mamy, więc krąg rodzinny, który może mi ją jeszcze przypominać, bardzo się kurczy.





















