Jeśli dowody w sprawie są mocne, problemów nie ma. Ale czasami potrzebne są zeznania świadków, najczęściej tych samych, którzy problem zgłosili. Wtedy zaczynają się schody. - Ludzię się boją – stwierdza Renata Tatomir-Majewska. - Bo najczęściej składają skargę na sąsiadów. A co będzie jak sąsiad dowie się, kto na niego doniósł? Czasami taki człowiek sam ma zwierzaka i martwi się, że znajdzie go kiedyś otrutego...
- Tak, my też mamy takie przypadki. Ale jak powiedziało się A, trzeba powiedzieć B – mówi twardo Aniela Roehr. Przyznaje jednak, że nawet jeśli wszystko toczy się gładko, to finał sprawy pozostawia wiele do życzenia.
- Wyroki, jeśli się pojawiają, są śmiesznie niskie. Nieadekwatne do przewinień. Argumentowane jest to często niską szkodliwością społeczną czynu. Najczęściej to grzywny albo kary w zawieszeniu.
Nasze hity
- Bo po prostu wyrastamy w określonych środowiskach. Tu chodzi o naszą mentalność, tylko i wyłącznie – zapewnia Jacek Bożek, założyciel stowarzyszenia ekologiczno-kulturalnego Klub Gaja. – Do takich spraw najczęściej podchodzimy bezrefleksyjnie, nie zastanawiamy sie, nie widzimy w tym nic zdrożnego. A jak my nie widzimy, to czemu sędzia miałby widzieć? Nasz klub wywalczył kilka wyroków dla cyrków, ale to były grzywny rzędu 300 zł! Co to za kara, przy ich zarobkach?
- Brak wzorców w rodzinie - wyrokuje Joanna Zaremba z Fundacji For Animals działającej w Katowicach. – Bardzo często, niestety, w dręczeniu zwierząt biorą udział dzieci. I to wcale nie z patologicznych rodzin. Kiedy mamy interwencje w sprawie torturowania zwierząt bezdomnych, potem okazuje się, że ci ludzie sami mają w domu psa albo kota. Ale nie wydaje im się, że to coś niewłaściwego.
Piekło na ziemi
Jakie przypadki zdarzają są najczęściej?
- A to ktoś widział bezdomną sukę ze szczeniakami albo bezdomną kotkę w piwnicy domu. Zdarzyło się, że ktoś wyrzucił psa przez okno, albo znalazł w internecie film, na którym ktoś torturuje gołębia - mówi Joanna Zaremba.
- Zdarza się, że dojeżdżamy na pole kukurydzy, pośrodku którego siedzi przywiązany pies, bez budy, bez jedzenia, bez jakiejkolwiek ochrony przed upałem czy zimnem – dodaje Aniela Roehr. – Teoretycznie ma pilnować pola przed dzikimi zwierzątami, ale tak naprawdę tylko się męczy, zwierzaki go ignorują, a właściciel traktuje instrumentalnie. Są też sytuacje z horroru rodem, które odbywają się w miejscach, gdzie zwierzęta powinny czuć się bezpiecznie, czyli w schroniskach.
- Według ustawy to gminy mają zająć się bezdomnymi zwierzątami – mówi Aniela Roehr. – Ale one najczęściej tylko chcą pozbyć się problemu. W związku z tym pojawiła się instytucja hycla, który wyłapuje zwierzęta masowo, bo gmina płaci mu od sztuki. Potem psy i koty transportowane są do schronisk.
POLECAMY:
CZŁOWIEK TO WIĘKSZE BYDLĘ













