AAA
fot. Jupiterimages
Powinnam trochę schudnąć. Musze zrzucić jeszczę parę kilo i będzie dobrze. Patrzę w lustro i nie podobam się sobie. Patrze na wagę i drżę. Ze złości, że nie spada, z niepokoju, że może wzrosnąć, z podniecenia, że może tym razem to właśnie ta dieta, która mnie zbawi i sprawi, że wreszcie będe się ze sobą czuć dobrze. Bo przecież wkoło tyle kobiet, które są piękniejsze, zgrabniejsze, atrakcyjniejsze, lepsze… Czy gdzieś kończy się to szaleństwo?
Kobiety nie mają łatwo we współczesnych czasach, choć pewnie można się spierać, że jest i tak lepiej niż kiedyś. Tak czy inaczej, stoi przed nimi cała lista wymagań. Z jednej strony lansowany jest obraz kobiety niezależnej, samodzielnej, samej stanowiącej o sobie, wykształconej i spełniającej się w pracy. Z drugiej nieodłączną rola kobiety jest bycie matką, najlepiej połączone z tym poprzednim obrazem. Do tego ze wszystkich stron jesteśmy bombardowane obrazami kobiet pięknych, atrakcyjnych i wyidealizowanych. Powabna, w świetnej formie, wychowująca dzieci i spełniona zawodowo.
Mniej lub bardziej świadomie kobiety lgną do tych wyobrażeń, starając się realizować choć jakąś ich część. Niestety rzeczywistość jest o wiele bardziej złożona, brudna i zwykła. I nie używa się w niej Photoshopa czy innych narzędzi do retuszu zdjęć. Frustracja części kobiet rośnie, katują się dietami, nawet jeśli obiektywnie z ich wagą jest wszystko w porządku. Gonią za iluzją, w której w końcu będą z siebie zadowolone i pokochają swoje ciało. Pod warunkiem, że będzie odpowiednio wyglądać.
Mam wrażenie, że korzenie takiego traktowania siebie tkwią w tym, że nie jesteśmy jako dzieci uczeni szacunku do swojego ciała. Szacunku, który zawierałby w sobie zarówno podziw dla ciała takim, jakie jest, zachwyt nad różnorodnością możliwych form, jak i zwrócenie uwagi na to, jak ważnym elementem życia jest nasze ciało i jak o nie dbać.
15 Lat WP! Świętuj z nami!