Żal po stracie jest potrzebny

Joanna Boj - psycholog / 25.07.2012
WP.PL>
 AAA
Żal po stracie jest potrzebny
W naszym życiu mierzymy się z różnego rodzaju stratami. Od w miarę drobnych, takich jak niezrealizowany wyczekiwany wyjazd czy utrata ciekawej okazji zawodowej, bo nie udało się zareagować na czas, aż do poważnych - rozpadu małżeństwa czy śmierci bliskiej osoby. Zawsze wtedy, gdy strata dotyczy czegoś, w co byliśmy zaangażowani, pojawia się ból emocjonalny. Czy jest on nieodzowny?
Niezależnie od obszaru, którego dotyczą, emocje doświadczane w wyniku utraty są podobne, choć przeżywanie zazwyczaj różni się intensywnością. Z niektórymi stratami potrafimy szybko sobie poradzić - w końcu jest to wszechobecna część życia. Inne wydają się być końcem świata, odczuwamy je jak rozpad samych siebie, własnej tożsamości. Grunt usuwa się spod nóg, a świat już nie jest taki, jak dotychczas.
Nauka przeżywania strat

Terapeuci pracujący w nurcie psychodynamicznym mówią o tym, że pierwsze straty przeżywamy już jako bardzo małe dzieci. Okres odstawiania od piersi (6-9 miesiąc życia) jest wielkim przeżyciem dla dziecka. Zaczyna ono dostrzegać, że matka jest odrębną istotą i nie może być dostępna nieustannie, dlatego jest to też pierwsza ważna utrata. Od tego, w jaki sposób dziecko poradzi sobie w tym trudnym okresie, będzie zależało między innymi radzenie sobie ze stratami w późniejszym czasie.

Ale nawet dobre przeżycie pierwszej żałoby nie zmienia faktu, że strata boli. I, podkreśla psychoterapeutka Danuta Golec w jednym z wywiadów, dobrze, że boli.

Ucieczka przed emocjami

Bardzo często ludzie szukają ucieczki przed bólem, smutkiem i żalem, które są nieodzownymi emocjami towarzyszącymi stracie. Powszechnie stosowanymi środkami znieczulającymi są alkohol czy intensywna aktywność towarzyska. Można również uciekać w pracę lub zatracać się w przygodach seksualnych. Odrętwienie pozwala nie doświadczać cierpienia, ale na dłuższą metę nie działa dobrze. Przeżycie bólu jest potrzebne po to, by zbudować siebie i swój świat na nowo.

Trudne pożegnania

Poważne straty, takie jak rozpad związku czy przejście na emeryturę, konfrontują z nową rzeczywistością, a starą, włącznie z marzeniami i pozytywnymi wizjami, trzeba porzucić. Jedna z moich pacjentek w trakcie terapii zdała sobie sprawę, że poza tym, że straciła męża (który od niej odszedł), musi pożegnać się również z wizją udanej rodziny, jaką miała. Wkrótce bowiem okazało się, że wizja ta była iluzją, piękną rodzinną fotografią na półce, a niedostrzegana przez nią rzeczywistość - także ta przeszła - wcale nie była taka sielankowa.

Żegnanie się nie jest łatwe. Szczególnie trudne i bolesne jest godzenie się ze śmiercią bliskiej osoby. Jednak bez tego procesu człowiek utyka między światami, emocjonalnie jest w przeszłości i traci kontakt z aktualnym życiem, co może uniemożliwić dobre funkcjonowanie. Czasem osoby próbują "iść dalej" na siłę, chcąc jak najszybciej zapomnieć i wykasować przeszłość ze swojej świadomości. Wyparty ból, siłą sforsowany, nie znika, a przenika wgłąb i prędzej czy później ujawni się np. w postaci depresji lub problemów somatycznych.

Proces żałoby

Dlatego warto dać żałobie czas, by mógł zadziać się cały jej proces. Według amerykańskiej psycholog Elisabeth Kübler-Ross, zawiera on okres zaprzeczania, złości, targowania się, głębokiego smutku, a w końcu powolnego godzenia się z prawdą. Emocje te niekoniecznie muszą pojawiać się w tej kolejności, mogą przechodzić w cyklach. Ważne jednak jest, by pozwolić sobie na nie wszystkie, pamiętając, że są naturalne i uzdrawiające, tak jak ich zewnętrzne przejawy - płacz czy przejściowa niechęć do podejmowania intensywnych aktywności. Nie warto próbować przyspieszać tego procesu, zarówno u siebie, jak i u bliskich. Trzeba również brać pod uwagę to, że otoczenie w jakim się przebywa i otrzymywane wsparcie mogą znacznie ułatwić radzenie sobie z żałobą.

Problem pojawia się, gdy człowiek utyka na którymś z etapów żałoby. Na przykład wciąż na nowo przeżywa złość i bunt przeciwko doświadczonej utracie. Niektórych opanowuje chęć odwetu czy odzyskania tego, co utracone - na przykład partnera, który odszedł. Jeśli trwa to zbyt długo i staje się obsesyjne, osoba mierzy się z poważną trudnością w przeżyciu straty. Wtedy przydaje się bardzo pomoc psychoterapeuty.

(jb/sr)

POLECAMY:

Chorzy z miłości – czy zakochanie trzeba leczyć?

Jak radzić sobie z teściową?

Opanuj sztukę porozumiewania się

Przemoc niszczy moją rodzinę

Polub kobieta.wp.pl na Facebooku

oceń
tak 0 0%
nie 2 100%

Galerie


Opinie (4)

Pozostało znaków: 4000

REGULAMIN

0
0
~niunia 29 2012-07-25 (16:38) 2 lata 2 miesiące 27 dni i 46 minut temu

Etapy żałoby: okres zaprzeczania, złości, targowania się, głębokiego smutku, a w końcu powolnego godzenia się z prawdą. Nie ma w artykule napisane ile powinien przeciętnie stan każdy ze stanów. 1-2 dni? Więcej? U mnie najpierw jest etap złości,zaprzeczania, potem targowani się (ten trwa najdłuzej, bo ok.3-4 dni) natomiast ostatni to kilkanaście godzin. Najbradziej bolesny dla mnie i dla najbliższych, których to dotyczy jest etap targowania się. I wydaje mi się, ze te moje 3-4 dni to jednak za dużo :/ Jak to wygląda u Was?

odpowiedz

pokaż 1 ukrytą odpowiedź

0
1
~leszek 2012-08-06 (18:37) 2 lata 2 miesiące 15 dni 22 godziny i 47 minut temu

wp.pl za ból,cierpienie i zadoścuczynienie, wszelkiego rodzaju wypadki,pożary,błędy i zaniedbania lekarskie.

odpowiedz

0
0
~ja 2012-07-27 (11:45) 2 lata 2 miesiące 25 dni 5 godzin i 39 minut temu

ja dochodze bardzo długo do siebie, jestem tak skonstuowana, że wszystko bardzo przeżywam i odbieram jak osobista porazkę nawet wtedy kiedy jestem świadoma tego że coś było złe albo nie miało szansy przetrwania,ale z czasem wychodzi mi to na dobre, umiem czerpać nauki z lekcji

odpowiedz

Twoja historia

opisz swoją historię

Bądź z nami na bieżąco