Pomocy :(
Kochani jestem z Facetem już rok czasu,a on od niedawna wyjezdza za granice do pracy a Ja zostaje w kraju przyjezdza tylko ma dwa tygodnie w miesiacu.Niewiem czy ten zwiazek przetrwa niewiem co mam robic pomocy :(.
Żona i mąż są nierozłączni do tego stopnia, że
jedno niełatwo może się zbawić bez drugiego! Nie będzie szczęścia bez miłości, nie będzie miłości bez wzajemności, bez współpracy z Bogiem, bez wysiłku, czujności i dyscypliny, bez zasad moralnych opartych na wzajemności we wszystkim, bez prawdy, wierności; odpowiedzialności. Tak jak w społeczeństwie, tak i w małżeństwie, w rodzinie trudno jest utrzymać jedność w rozmaitości osobowości, aspiracji, dążeń... Zachować, a nawet umocnić w sytuacji innego widzenia świata, prawdy, sprawiedliwości każdego z nas. Odpowiedzialność za zadzierzgnięte więzy jest warunkiem trwania, niezależnie od okoliczności, każdej wspólnoty. Miłość musi być szczególnie delikatna i subtelna, gorliwa jak miłość Chrystusa, ale przy tym dyskretna i szanująca wolność, wrażliwość współmałżonka. Czasami domaga się raczej sugerowania niżeli otwartego mówienia, pobudzania pragnienia niż wymagania, cierpliwego oczekiwania niż rygorystycznego wypełniania obowiązków - ale te obowiązki są.
Niedlugo mina 3 miesiace jak jestesmy po slubie.Mieszkamy u rodzicow meza i wszystko byloby bdb gdyby nie to,ze ciagle sie klocimy.Ja probuje rozmawiac,zwracac uwage na pewne jego zachowania,ktorych wczesniej nie bylo,a teraz sa bezustannie,a on mowi,ze mam ciagle tylko pretensje,ze go nie doceniam,ze stwarzam problemy...A sprawa wyglada tak,ze wpadl w wir pracy i zarabiania pieniedzy,wraca z pracy i pierwsze co robi to wlacza komputer zeby wziac sie za nastepna.W miedzy czasie cos tam mnie zagadnie,a potem rozpoczyna rozmowy z kolegami i co najgorsze kolezankami na gg-zaczepiaja go nawet o godz.1.00.Jak zwrocilam mu na to uwage,to jak zwykle powiezial ze sie czepiam i przesadzam.Przez te 3 miesiace malo bylo dni kiedy kladlismy sie spac razem-zawsze ja sie klade,zasypiam,a on kladzie sie o 2.00 czasem 3.00.Nie bierze pod uwage tego ze te jego rozmowy z kolezankami mnie mecza i nie daja mi spokoju.Broni zupelnie obcych mu ludzi obrazajac slowami mnie gdy nazwe jakas jego kolezanke gowniara itp....Zmienil sie bardzo-kiedys byl moim idealem,czulam sie przy nim szczesliwa,wyjatkowa-po prostu az nie umiem tego wszystkiego ogarnac...On uwaza ze ja powinnam byc szczesliwa,ze inni go doceniaja a ja nie. A wczoraj gdy zaczelismy rozmawiac juz po raz kolejny na temat naszego zwiazku powiedzial ze jak mi zle to zebym sie zabierala w cholere do mamusi,jak zaczelam sie pakowac(liczac ze mnie zatrzyma)nawet sie nie ruszyl,rozplakalam sie-nie podszedl i nie pocieszyl,siedzial przy komputerze...Nie wiem jak mam na to wszystko reagowac-wczoraj powiedzialam mu ze juz nic do niego nie czuje(oczywiscie to nie prawda),to potem powiedzial jak plakalam ze skoro ja nic do niego nie czuje to nie ma sensu zeby on mnie pocieszla i przytulal.Nie wiem co mam robic. A bylismy tacy szczesliwi...