Nasze hity
Dawne to czasy i bardzo miłe. Bawili się doskonale, zmieniali kochanki, lał się szampan, skakały ostrygi, tańczyło się minimum raz w tygodniu, a nigdy w własnym mężem, bo tańczył z najbliższą przyjaciółką żony. Co to komu szkodziło? Na posiedzenie w domu z rodziną zawsze jest czas.
Niemieckie przysłowie: Ein ma list keine mal, sugeruje, że pojedyncze przespanie się nie liczy. Jak dla kogo. Pewnie, że jeżeli zalągł się u nas pijany znajomy i wgramolił do łóżka, z nieznacznymi tego konsekwencjami, z racji upojenia, to jest problem. Trudno jest uciekać, bo rzecz się dzieje u nas, trudno doczekać rana na kanapie, ze świadomością, że zrobiło się coś na maksa głupiego. Najlepiej się nie przejmować, ale to wyższa szkoła jazdy. A co jeśli nam się pensjonariusz podoba? Trzeba się skupić. Żadnych gwałtownych ruchów. Wszystko jest zapisane na górze.
Faceci są w tym lepsi. Nie dopuszczają do noclegów przypadkowych lasek, po czymkolwiek ładują je w taksówki podając zły numer telefonu i mówią, że to apartament żonatego kolegi, żeby nowo upieczone kochanice nie wracały. Z mieszkanek amatorek przypadkowych numerków uciekają zaraz po, a jak zostaną na śniadaniu, to można to traktować jako propozycję małżeństwa.
Mam relacje moich młodych przyjaciółek, które nie porobiły sobie dzidziusiów z ojcami koleżanek ze szkoły. Jest ich mało, ale mają dobry humor i wyglądają na córki swoich karmiących piersią rówieśniczek.
Ja zawsze słuchałam Babci i nie żałuję . W moim burzliwym życiu artystki, wroga mieszczuchów i ich podkołdernego, ukrywanego seksu, wiele razy, konsekwencją spontanicznego pójścia do łóżka, były śluby, lub miłe romanse, a to nawet lepsze. Nie muszę zaznaczać, że wątrobę mam jak dzwon. Oto słowo singielki na niedzielę.
hb/(kg)


















