Gdyby nie to, że żona podoba się kolegom, co jest u nas ważne, facet by uciekł po roku. Drugą kotwicą jest wmówienie mu, że mała córeczka nie uśnie bez taty. Jeśli nawet, to będzie miała koszmary, a potem kłopoty ze stworzeniem prawidłowej relacji z mężczyzną. Mam wielu kolegów, którzy potulnie pędzą do domu, bo przed dwudziestą, bo muszą wspólnie z żoną wykąpać dzidziusia, który jak owczarek berneński, wymaga dwóch kąpielowców. Jeden trzyma, drugi myje, a niania pali pety na podwórku. Chyba miałam straszne dzieciństwo, bo kąpała mnie babcia, solo. Rodzice w tym czasie grali w brydża, przez co tatuś nie miał specjalnej więzi ze mną, co skończyło się tym, że nadal nie ma. Ale w brydża mnie nauczył. Nie narzekam.
Jeśli sprytnej żonie uda się uzależnić faceta od domowych rytuałów, powstaje coś w rodzaju agencji reklamowej- „ Super tatko”. Typ nowoczesnego ojca jest nie do ruszenia. Zdjęcie dziecka jako ikonka w komórce, a w komputerze inne, późniejsze. Nagrane zabawne filmiki z życia nocniczkowego, czasem z dźwiękiem. Nagle, w połowie biznesowej kolacji, po gramie alkoholu, przystojny menadżer wyjmuje telefon i rozlegają się piti, piti, pioseneczki w wykonaniu trzylatki. Kiedyś pokazywało się dwa zdjęcia i był spokój. Teraz każdy musi obejrzeć całość i, w zależności od hierarchii, pochwalić bardziej lub mniej. Podwładny powinien jęknąć cicho z zachwytu, niby ranna wiewiórka. Szef nie musi. Wystarczy, że poklepie po plecach autora, prokreacyjnego arcydzieła.
Bóg sprytnie wymyślił ślepotę i głuchotę rodzicielską, która sprawia, że nie słyszymy wrzasków, nie złości nas tupot i mazanie po markowych tapetach. Cudze dzieci to stado baranów. Nasze super. Tak trzymać, zachować czujność i robić nowe zdjęcia, bo mąż ostatnio zapomniał o nagrywaniu ząbkowania, czyli coś się dzieje. Zwiększamy ilość domowych rytuałów, żeby na nic nie miał czasu. W wypadkach trudnych wymyślamy dziecku uczulenie, które nasila się, gdy tata wybiera się do pubu. Mięczaki zostają, a testosterony zrywają się ze smyczy i tyle ich widzieli. Do rozwodu.
Nie jest to tekst deprecjonujący dobrych tatusiów, tylko przegięcie, które w żadnej sprawie nie jest zdrowe.



















