Drugie dziecko? Tak, ale nie własne

Agata Passent / 12.10.2011
wp.pl>
 AAA
Drugie dziecko? Tak, ale nie własne
Polki nie są dziś chętne, by rodzić drugie dziecko - takie statystyki cytował mi parę dni temu pewien sympatyczny kolega. Ojciec jedynaczki, ale marzy mu się trójeczka. Czy marzy o tym jego żona - o to nie dopytałam… Jestem taką statystyczną Polką. Mamy jednego syna i kolejnych dzieci nie planujemy. Dlaczego drzewiej, moje drogie panie, nasze babcie, a nawet mamusie rodziły więcej dzieci?
Rodzina z rozbrykaną trójeczkę bobasów była normą, a dziś zwana bywa „rodziną wielodzietną“. Mam przyjaciół, którzy wychowują czwórkę dzieci. Skarżyli się, że ludzie nazywają ich „hodowcami dzieci“. No bo jak tu się naprawdę skupić na każdym dziecku, wsłuchać w potrzeby jego duszy, podnieść każdy zgubiony smoczek, sprawdzić każdy test z języka polskiego czy każdy zeszyt z matematyki.
Ot, biega sobie taka grupka samopas. Rodzimy mało dzieci, bo jesteśmy egoistkami, które wolą realizować wybujałe ambicje w pracy? Polki wolą jeździć na wczasy do Grecji, wolą kupować drogie smarowidła do pupy, spędzać czas na solarce czy winku w klubie - zamiast na karmieniu piersią kolejnych maleństw?

Polki zaczęły myśleć o dzieciach w kategorii „poświęcenia“ zamiast łaski bożej czy szczęścia, realizacji, ciepełka rodzinnej gromadki. Aspirują bardziej do „Sex in the City“ niż „Klanu“. A może to „wina“ antykoncepcji? Może nasze babcie też wolałyby urodzić jedno niż czwórkę, tylko trudniej było planować wybryki w pościeli czy odmówić mężowi.

Denerwuje mnie ton krytyczny wobec kobiet w dyskusji na temat: jedno czy więcej dzieci. Nie bierze się pod uwagę, że być może kobiety nie są egositkami, ale realistkami. Może winni są tatusiowie, którzy coraz częściej po kilku latach małżeństwa lub partnerskiego związku ulatniają się nie płacąc alimentów? Może coraz trudniej kobiecie godzić pracę z wychowaniem dziecka?

Kiedyś kobiety mogły nie pracować, dziś zapewnienie dzieciom dobrej edukacji (lekcje angielskiego, korepetycje, czesne) jest tak drogie, że trudno opłacać je z jednej pensji. Dziś coraz rzadziej można liczyć na darmową pomoc dziadków i babć, bo ci też muszą dorabiać do emerytury pracując na umowach zlecenie.

Poza tym po pierwszym dziecku część mam, do nich i ja należę, stwierdza, że macierzyństwo to ich powołanie. Niektórzy rodzice, np. mój partner, oprócz rodziny, kocha również sztukę. Spełnia się jako artysta, sztuka jest dla niego wielką wartością. Ja kocham ciszę, bez niej nie potrafię żyć, po prostu wariuję.

Z gromadką dzieci bez chwili ciszy nie wytrzymałabym nerwowo. Ale od kilku lat mam kolejne dzieci. Wystarczy przeczytać „Życie, które możesz ocalić“ profesora Petera Singera, by przekonać się, że na świecie głodują setki tysięcy dzieci. W Polsce również. Można część swej energii i 10 proc. pensji przekazywać dzieciom z domów dziecka.

Jeśli według ONZ 1,4 miliarda ludzi żyje w skrajnym ubóstwie, to zamiast rodzić kolejne dzieci, warto może pomóc tym potrzebującym? To nie wymówka - to moralność.

agp/(kg)

oceń
18
6
Podziel się



Galerie

  • Skomentuj
  • WP.PL
Ocena: 0 [0]
~Rashid [2011-10-13 08:59]

Trochę ten artykuł bez ładu i składu. A wracając do tematu, to większa ilość urodzonych i wychowanych dzieci wcale nie zmniejsza szansy na pomoc innym dzieciom. I tak, gdy własne dzieci są jeszcze małe trzeba chcieć (a może i marzyć; dla wierzących - modlić się o to), aby w przyszłości samemu wykorzystać szanse pomocy innym. W trakcie dorastania naszych dzeci należy wychowywać je prospołecznie, ucząc postaw altruistycznych, oczywiście najlepiej własnym przykładem. Później, gdy te maluchy podrosną, będą miały w swoim nastoletnim życiu sporo czasu na pomoc innym, a także i my, gdy procesy wychowawcze i opiekuńcze zaczną zajmować nam dużo mniej czasu. Oczywiście łatwo się mówi; dam znać, gdy moje podrosną. Ojciec 2,5-letniej i 10-cio miesięcznego. Pozdrawiam.

odpowiedz

pokaż 3 ukryte odpowiedzi

Ocena: 0 [0]
~ala [2011-10-17 17:24]

dzieci? trzeba mieć na nie i dla nich; znam takie kobiety, rodzą te dzieci w nadziei, że to zaspokoi ich potrzeby niezaspokojone przez pozostałą część rodziny; albo naiwnie sądzą, że uwiążą tym faceta (a może nienaiwnie?); a w mojej rodzinie to sposób na to by nie pracować i sobie siedzieć na utrzymaniu babć:)

odpowiedz

Ocena: -2 [2]
~jr [2011-10-14 13:10]

dobre, te dzieci z domów dziecka wpuściliśmy na ul., na której się wychowałam i polecam do poczytania komentarze czy film z życia....- chyba w tym momencie już nie przekazałabym nawet 1%. Problem głodu czy problem panienek i sutenerów ul.? Bo ja z tym sie spotkałam. NI ebyło tak by fin.zupełnie nie było. Było natomiast coś w rodzaju romskiej społecznosci wydzierającej wszystko z rąk. To jak? Lepiej własne czy...takie wychowane przez prawa bezprawia? Owszem - wiem że Jedna dla życia, ale ja ich mieć bedę nieco. Zatem baj baj - aspirantki do roli.

odpowiedz

Ocena: +2 [2]
~nieznana [2011-10-13 23:46]

Według mnie to kobieta powinna zdecydowac czy chce miec jedno dziecko, dwoje czy wcale. ja mam dwojke, chcialabym miec wiecej (jest to zalezne od wiekszego mieszkania i zarobkow wiekszych). Uwazam jednak, ze jak kobieta nie decyduje sie na dziecko to jej sprawa, tylko najczesciej taka kobieta wysmiewa te ktore maja conajmniej trojke. moze niech kazdy robi co uwaza za stosowne :) pozdrawiam :):)

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~sarna [2011-10-13 09:35]

Agatka, boisz sie, ze ci czasu na lans zabraknie?..

odpowiedz

Ocena: +6 [12]
~bezdzietna [2011-10-12 18:02]

uwazam tak samo, niestety często częste pojęcie logiczne i chęć spędzenia życia w radości jest mylona jako egoizm. jestem egoistką i wybieram własny rozwój niż gromadka dzieci. podziwiam jednak osoby, które wybrały inną drogę. to jest ich rozwój i w ten sposób każdy ma swój indywidualny sposób na zycie.

odpowiedz

miejsce #4
Agnieszka Szulim Prezenterka