Nasze hity
Ostatni raz bliscy premiera mogli zobaczyć go na rozprawie rozwodowej pod koniec lutego. – Nie poszedłem, choć słyszałem, że tam będzie. Żal mi było rodziny. Nie chciałem tego oglądać – mówi znajomy rodziny.
W sądzie Marcinkiewicz stał z dala od swojej żony Marii. Nie rozmawiali ze sobą. Rozprawa przy drzwiach zamkniętych trwała półtorej godziny. Marcinkiewicz wziął całą winę na siebie i zobowiązał się do płacenia alimentów w wysokości 10 tys. zł miesięcznie. Ani on, ani jego rodzina nie chcieli rozmawiać z dziennikarzami. Dzień później jego syn Maciej potwierdził mediom krótką informację: – Decyzja sądu się uprawomocniła. Ta decyzja ostatecznie zamknęła gorzowską przeszłość Marcinkiewicza. Przeszłość, z której on sam był dumny.
„Maryla zawsze była ze mną. Wspierała mnie i pomagała, najpierw w pracy nauczyciela, a później w działalności opozycyjnej. To ona pierwsza czytała i poprawiała moje artykuły. Bez niej, bez naszej miłości i przyjaźni nie byłbym w stanie zrobić niczego” – tak pisał o żonie Marcinkiewicz w swojej książce „Pracowitość i uczciwość w polityce” (rok 2001).
To była wielka miłość, ta kobieta oddała mu całe swoje życie – tak małżeństwo Marcinkiewicza oceniali najbliżsi. Znajomi mówią o byłej żonie krótko: – To ciepła, skromna osoba. Ciężko pracowała, wychowała czwórkę dzieci, nigdy nie chciała siebie promować. Poznali się jeszcze w technikum. Ona była gospodarzem klasy, pomagała mu z polskiego. Później razem pracowali. Ona jako nauczyciel nauczania początkowego, on uczył fizyki. Ślub wzięli w 1981 roku. Przez lata, gdy Marcinkiewicz mozolnie robił karierę, to Maria była głową rodziny.
















