AAA
Dwa wieki przed Sartre’em potworem ochrzczono też innego geniusza idei – Jean-Jacques’a Rousseau. Twórca „Emila”, wielbiący naturę, a wraz z nią stan „pierwotnej dzikości”, choć ogłosił się przyjacielem całej ludzkości, kochał wyłącznie siebie. Znajomi pytali sarkastycznie: „Jak to możliwe, że przyjaciel ludzkości nie jest ani trochę przyjacielem ludzi?”. Bo Rousseau ludzi nienawidził, zadawał się tylko z tymi, którzy byli mu przydatni. Sam uważał się za ostatniego niezepsutego cnotliwca, co nie przeszkadzało mu być całe życie utrzymankiem bogatych kochanek – m.in. słynnej baronowej de Warens. Ratowała go z nędzy po wielekroć, ale gdy mu się powiodło, a ona straciła majątek, zlekceważył jej prośby o wsparcie. Zmarła w przytułku, w kompletnej nędzy z niedożywienia. Swoją wieloletnią kochankę (a pod koniec życia i żonę!) – niepiśmienną praczkę Teresę, traktował z największą pogardą. On, głoszący teorię wyższości natury nad cywilizacją i nauką, „dzikusów” nad ludźmi wykształconymi, wyśmiewał ją, tytułując „tępym nieukiem”. Przepaść między teoriami, jakie głosił, a tym, jak żył, była gigantyczna.Ten miłośnik ludzkości spłodził z Teresą pięcioro dzieci, z których wszystkie oddał do przytułku! Nie chciał nawet znać ich imion! Jeden z badaczy napisał: „Był masochistą, sadystą, człowiekiem niezdolnym do normalnych uczuć, prawie paranoikiem, narcystycznym introwertykiem, wreszcie – irytującym skąpcem”. A jednak, czytając wydaną przed dwoma wiekami Biblię zakochanych – „Nową Heloizę”, wzruszamy się do łez, odczuwamy potrzebę bycia lepszymi. I nie zmieni tego fakt, że jej autor był wcielonym potworem.
Najsłynniejszy amerykański kowboj, wielki aktor John Wayne, legenda Hollywood, miał zwyczaj porzucać kobiety, gdy tylko zaszły w ciążę. W USA żyje ponad 20 potomków gwiazdora, ale poza pierworodnym żaden nie został przez niego uznany. Czy ma to jednak jakiekolwiek znaczenie dla widzów „El Dorado” albo „Rio Grande?”. Także Antoine de Saint-Exupéry, autor „Małego Księcia”, jednej z najbardziej poruszających opowieści o uczuciach, nie był rycerzem bez skazy, na jakiego go kreowano. Doprowadził żonę do choroby nerwowej.
Nasze hity
Charlie Chaplin był tyranem dla swoich synów, obaj zmagali się przez całe życie z psychicznymi zaburzeniami, upokarzani przez genialnego ojca. Chaplin – ojciec 11 dzieci, 4-krotnie żonaty, w tym raz z 17-letnią, drugi – z 16-letnią lolitką, oskarżony o pedofilię, musiał uciekać z Ameryki do rodzinnej Anglii. To on był pierwowzorem bohatera skandalizującej „Lolity” Nabokova. Wszystko to nie ma jednak wpływu na odbiór „Wielkiej włóczęgi” czy genialnego „Dyktatora”. Inny geniusz, Salvadore Dali, tak zaczyna swoją biografię: „Gdy miałem 7 lat, chciałem zostać Napoleonem. Odtąd moja ambicja nie przestawała rosnąć, podobnie jak moja mania wielkości”. Jego żądza władzy i sadyzm w niczym nie przeszkodziły w uznaniu go za geniusza, a wręcz pomogły w zrobieniu gigantycznej kariery i zdobyciu ukochanej Gali. Słynne sceny „Psa andaluzyjskiego”, które zrealizował razem z Luisem BuĖuelem (przerażające ujęcia kobiecego oka rozcinanego brzytwą, dziurawa ręka, z której wychodzą mrówki), w pełni oddają paranoję artysty.
Męczennice sztuki – partnerki wielkich artystów, naukowców, gnębione i upokarzane przez genialnych szaleńców, rzadko porzucały swych „oprawców”, uwiedzione ich nieprzeciętnym talentem. W mitologii greckiej geniusza utożsamiano z demonem, z kimś obdarzonym mocą nadprzyrodzoną. Pojęcie to miało dwuznaczny charakter – stanowiło pozytywne i negatywne określenie nadludzkiej istoty. Czy jest możliwe, by istniała reguła, że wielkie umysły rodzą także plugawe uczynki? Niewykluczone. Nie łudźmy się, wbrew obowiązującej poprawności politycznej ludzie nie są sobie równi. Przypadek zwany geniuszem zawsze może liczyć na specjalne względy. Geniuszom wolno więcej. I choć nie należy ich rozgrzeszać, to dzieła, które po nich zostają, choćby po części rekompensują ich postępki. Nawet najbardziej zażarci moraliści przyznają , że bez „Panien z Awinionu” Picassa czy „Małego Księcia” Exupéry’ego świat byłby znacznie uboższy.
TEKST JUSTYNA KOBUS
Wykorzystane w artykule cytaty pochodzą z głośnej książki Paula Johnsona „Intelektualiści”, Wyd. Zysk i S-ka.
Wydanie internetowe
MAGAZYN SUKCES
Męczennice sztuki – partnerki wielkich artystów, naukowców, gnębione i upokarzane przez genialnych szaleńców, rzadko porzucały swych „oprawców”, uwiedzione ich nieprzeciętnym talentem. W mitologii greckiej geniusza utożsamiano z demonem, z kimś obdarzonym mocą nadprzyrodzoną. Pojęcie to miało dwuznaczny charakter – stanowiło pozytywne i negatywne określenie nadludzkiej istoty. Czy jest możliwe, by istniała reguła, że wielkie umysły rodzą także plugawe uczynki? Niewykluczone. Nie łudźmy się, wbrew obowiązującej poprawności politycznej ludzie nie są sobie równi. Przypadek zwany geniuszem zawsze może liczyć na specjalne względy. Geniuszom wolno więcej. I choć nie należy ich rozgrzeszać, to dzieła, które po nich zostają, choćby po części rekompensują ich postępki. Nawet najbardziej zażarci moraliści przyznają , że bez „Panien z Awinionu” Picassa czy „Małego Księcia” Exupéry’ego świat byłby znacznie uboższy.
TEKST JUSTYNA KOBUS
Wykorzystane w artykule cytaty pochodzą z głośnej książki Paula Johnsona „Intelektualiści”, Wyd. Zysk i S-ka.
Wydanie internetowe
MAGAZYN SUKCES
oceń













