Nasze hity
RYSUNEK NA CIELE
W brudzie... dziejów
Dbanie o higienę to wynalazek stosunkowo młody. Do dzisiejszych standardów – codziennych kąpieli czy częstego zmieniania bielizny – dochodziliśmy przez setki lat.
Jeszcze w XIX-wiecznej Polsce rolę łazienki pełniła ustawiona w sypialni miednica i dzban z wodą. Mieli ją jednak tylko najbogatsi. W Kongresówce i Galicji chłopi myli się raz do roku, w bogatych domach czyszczenie całego ciała urządzano nie częściej niż raz w tygodniu.
Jeszcze gorsza sytuacja panowała w średniowieczu. Trudno się jednak temu dziwić, skoro ówczesny Kościół namawiał do tego, by nie brać kąpieli, co miało być przejawem pobożności i ascezy. Wyjątkowo gorliwie do tych zaleceń podchodzili zakonnicy. Na przykład starsi mnisi z kongregacji w Bursfel myli się dwa razy do roku.
Z kolei w ramach pobożnego umartwiania się książę wielkopolski przez ostatnie cztery lata życia ani razu nie zamoczył w wodzie choćby czubka nosa.
O tym, jakie było podejście do higieny w XVI wieku, wspomina pewien kronikarz: „Często chodziłem nad Odrę uprać sobie koszulę. Gdy wysychała, czyściłem swoje ubranie, wykopywałem dołek, wrzucałem tam ściągnięte z odzienia robactwo, przysypywałem ziemią i wbijałem krzyż”.








