AAA
fot. PAP
Oddawali dzieci do przytułków, żyli z kilkoma kobietami naraz, wypierali się swoich żon i przekonań. Często każdy kolejny obraz czy książka kończyły ich aktualny związek. Pablo Picasso, Jean-Paul Sartre, Bertolt Brecht… Genialnym twórcom daleko do doskonałości ich dzieł.
Bertolt Brecht lubił powtarzać, że każdy geniusz ma w sobie coś z szaleńca i potwora. Jeden z największych XX-wiecznych dramaturgów i filozofów sam był tego najlepszym przykładem. Paul Johnson swoją opowieść o nim zatytułował „Serce z lodu” i trudno o trafniejsze określenie. Bezduszny, cyniczny, patologiczny kłamca. Moralista w sztuce, amoralny w życiu. Choć przyznawał, że „natchnienie” czerpał od kobiet, niszczył swoje wybranki jedną po drugiej, okłamując bez poczucia winy. Kłamstwo było zresztą jego ulubionym orężem także w zabiegach o sławę, której łaknął obsesyjnie. Dla kariery zrobiłby wszystko i wszystkich poświęcił. Zachwycano się jego dramatami, ale za postępki obwołano karłem moralnym i konformistycznym potworem.
Pisarz był zdeklarowanym marksistą, jednak do komunistycznej partii nie wstąpił, bo marzył o karierze na Zachodzie. Potępiał totalitaryzm, ale nigdy nie skrytykował Stalina i nie wybronił kolegów przed dożywotnim więzieniem, choć mógł ich ocalić! Po wojnie zamieszkał w NRD i przyjął obywatelstwo austriackie, by napychać legalnie konto w Szwajcarii. Na miano łotra, króla łgarzy i mistrza zdrady zasłużył jednak za sprawą swych relacji z kobietami. „Byłam jego własnością, nie mając do niego praw, co dawał mi odczuć” – wspomina Paula Barnholzer, pierwsza z ważnych kobiet w jego życiu.
Kolekcjonował je niczym dzieła sztuki, choć nie darzył swych zdobyczy miłością, nie mówiąc już o trosce. Aktorkę Margarethe Steffin, która pojechała z nim do Moskwy i tam ją aresztowano, zostawił w sowieckim łagrze. Potwornie brzydki, niedbający o higienę (jedna z jego przyjaciółek opowiadała, że zawsze był brudny i sama musiała mu myć szyję i uszy!) żył w „seksualnym kolektywie” z wieloma kobietami, płodząc z nimi dzieci. Gdy obiecywał małżeństwo Pauli, to samo mówił pannie Zoff (którą zmusił do aborcji i doprowadził do psychicznej degrengolady). Gdy stawał z nią przed ołtarzem, miał już romans z wielką niemiecką aktorką Helene Weigel. „Była mi bardziej użyteczna niż panna Zoff” – pisał w dzienniku. Kiedy ta dała mu syna, romansował już z dwiema aktoreczkami jednocześnie – jedna z nich próbowała potem popełnić samobójstwo. Rozkochał w sobie nawet własną sekretarkę, która jeździła za nim po świecie z ciężką gruźlicą (nie pozwolił jej się leczyć, bo była mu „niezbędna”!). Gdy zostawił ją i wyjechał za ocean, zmarła w ciągu dwóch tygodni. Helene też od niego odchodziła i to dwukrotnie. W 1937 roku uciekła z dziećmi (miała ich dwoje, zajmowała się też dwójką dzieci Brechta z wcześniejszych związków) do ojca do Wiednia. „Był potworem – dymał wszystko, co się chyżo po scenie rusza, i porzucał niczym zużyte skarpetki” – pisał Giorgio Strechler, jego uczeń. Kiedy umierał w wieku 58 lat, towarzyszyły mu… cztery kobiety, którym „kazał” się z sobą zaprzyjaźnić. Jego życzeniem było, by po śmierci przebito mu serce stalowym sztyletem, co miało chronić ciało przed robactwem. „Uczyniono tak i ogłoszono to – dla wielu, którzy go znali, była to pierwsza wzmianka o tym, że miał serce” – napisał Paul Johnson.
Kolekcjonował je niczym dzieła sztuki, choć nie darzył swych zdobyczy miłością, nie mówiąc już o trosce. Aktorkę Margarethe Steffin, która pojechała z nim do Moskwy i tam ją aresztowano, zostawił w sowieckim łagrze. Potwornie brzydki, niedbający o higienę (jedna z jego przyjaciółek opowiadała, że zawsze był brudny i sama musiała mu myć szyję i uszy!) żył w „seksualnym kolektywie” z wieloma kobietami, płodząc z nimi dzieci. Gdy obiecywał małżeństwo Pauli, to samo mówił pannie Zoff (którą zmusił do aborcji i doprowadził do psychicznej degrengolady). Gdy stawał z nią przed ołtarzem, miał już romans z wielką niemiecką aktorką Helene Weigel. „Była mi bardziej użyteczna niż panna Zoff” – pisał w dzienniku. Kiedy ta dała mu syna, romansował już z dwiema aktoreczkami jednocześnie – jedna z nich próbowała potem popełnić samobójstwo. Rozkochał w sobie nawet własną sekretarkę, która jeździła za nim po świecie z ciężką gruźlicą (nie pozwolił jej się leczyć, bo była mu „niezbędna”!). Gdy zostawił ją i wyjechał za ocean, zmarła w ciągu dwóch tygodni. Helene też od niego odchodziła i to dwukrotnie. W 1937 roku uciekła z dziećmi (miała ich dwoje, zajmowała się też dwójką dzieci Brechta z wcześniejszych związków) do ojca do Wiednia. „Był potworem – dymał wszystko, co się chyżo po scenie rusza, i porzucał niczym zużyte skarpetki” – pisał Giorgio Strechler, jego uczeń. Kiedy umierał w wieku 58 lat, towarzyszyły mu… cztery kobiety, którym „kazał” się z sobą zaprzyjaźnić. Jego życzeniem było, by po śmierci przebito mu serce stalowym sztyletem, co miało chronić ciało przed robactwem. „Uczyniono tak i ogłoszono to – dla wielu, którzy go znali, była to pierwsza wzmianka o tym, że miał serce” – napisał Paul Johnson.
oceń

















