AAA
fot. PAP
Na krańcach świata istnieje królestwo
Suazi, w którym
pedofilia jest prawem usankcjonowanym przez rozpustnego monarchę, połowa ludzi żyje w nędzy i jest nosicielami wirusa HIV - czytamy w "Polsce". Nie ma już zakazu uprawiania seksu przez nastolatki, a król będzie wybierał sobie kolejną żonę. Dziewczyny już prężą piersi.
Khanyisile Dlamini wyplotła z włosów niebiesko-żółty troczek i rzuciła go na rosnący słomiany stos na samym środku stadionu. - Gdyby nie ten sznurek, już dawno straciłabym
dziewictwo - mówi cicho szesnastolatka z
Suazi. - Dziś mogę kroczyć z dumnie podniesioną głową, bo wiem, że jestem czysta - tłumaczy.
Khanyisile jest jedną z tysięcy dziewic, jakie ściągnęły do królewskiego pałacu, po tym jak ekscentryczny król Suazi Mswati III nagle zdjął obowiązujący od pięciu lat zakaz uprawiania seksu przez nastolatki.
Król traktował ten zakaz jako formę walki z epidemią AIDS. W Afryce szerzy się ona w zastraszającym tempie. Wystarczy wspomnieć, że spośród 1,2 mln mieszkańców Suazi niemal połowa populacji jest nosicielami wirusa HIV. Oczekiwana długość życia to dziś zaledwie 32 lata.
Kilka dni po przyjeździe Khanyisile do pałacu setki rozgorączkowanych dziewcząt i młodych kobiet bierze udział w przygotowaniach do największego wydarzenia kulturalnego w Suazi: dorocznej ceremonii Umhlanga, czyli tzw. tańca trzcin - rytualnego tańca, w którym tysiące panien pręży nagie piersi przed królem Mswati III, ostatnim afrykańskim monarchą absolutnym.