Nasze hity
A.P.: Różnie z tym bywa. Czasem w czytaniu, po literkach, zapowiada się super, a potem nie to tempo, albo nie ta gra, nie te ujęcia, nie ten montaż… wystarczy, że wysiądzie jeden trybik, i nie ten film. A czasem, choć rzadziej, film jest lepszy, niż wydawał się scenariusz. Dlatego w pierwszym rzędzie kieruję się obsadą i reżyserem.
Twój ulubiony?
A.P.: Mój odkrywca, Radek Piwowarski. Totalny wariat! I psycholog. Wprowadza mnie w tak różne stany… od miłości do nienawiści! Potrafi tak mnie wkurzyć, mówić takie rzeczy, że nie ma mowy, żebym się nie wściekła!
Kiedy tego wymaga jakaś scena?
A.P.: Dokładnie. On mnie kiedyś normalnie przez kolano przełożył i tłukł przed całą ekipą. Pamiętam, że spłakałam się wtedy jak dziecko.
Ile miałaś lat?
A.P.: 17. Nie miałam już wtedy ojca. I on zawsze będzie dla mnie jak ojciec. Znamy się tyle lat, a nie potrafiłabym powiedzieć mu po imieniu. Mówię „reżyserze” i tak już pewnie zostanie.
Od zawsze chciałaś zostać aktorką?
A.P.: Tak. I jeszcze pracować w Peweksie. Żeby wyglądać i pachnieć, tak jak te panie, które miały na sobie wszystkie próbki tych kosmetyków za dolary…
I móc powiedzieć: „Jak pięknie być sobą”? Czyli marzenie się spełniło?
A.P.: Można tak powiedzieć.
A możesz powiedzieć, co najbardziej kręci Cię w aktorstwie? Popularność, pieniądze?…
A.P.: Ludzie, z którymi pracuję, kamera i atmosfera planu. No i to, że raz mogę być wampem, raz gwałconą Bośniaczką (jak w ostatnim filmie), a raz…
Panią policjantką z Centralnego. Ale à propos tej gwałconej. Nie masz oporów przed takimi scenami?
A.P.: Przy tej akurat początkowo miałam. Zastanawiałam się nawet, czy nie poprosić o dublerkę. Ale pomyślałam, że to będzie jakaś nieprawda. Ustawią mi kamerę na twarzy, a ciało będzie jakiejś dziewczyny, dla której będzie to jeszcze bardziej poniżające. I w końcu zdecydowałam się sama zagrać. Dziękowali mi potem za profesjonalizm.






















