Nasze hity
– I tym mi też zaimponował. Nigdy nie opuściłby swojej ojczyzny, szczególnie, gdy była w tak trudnej sytuacji jak wtedy. Za to powiedział mi, że jego znajomy, wykładowca na UJ, pomoże załatwić dla mnie wizę. Profesor napisał podanie, ale oczywiście wizy nie dostałam i nie mogłam wrócić do Krakowa – opowiada Nelli Rokita.
By zabić tęsknotę za ukochanym, wpadła w wir pracy. – Byłam zastępcą menedżera w firmie sprowadzającej statki z Rosji i remontującej je w Dubaju. Choć jestem humanistką, odkryłam w sobie biznesowa żyłkę i zarabiałam naprawdę wielkie pieniądze – dodaje.
Wtedy przyszła na świat jej córka Kasia, która właśnie kończy studia w Pampelunie. O jej ojcu Nelli nie chce opowiadać. Wspomina tylko, że córka teraz trzyma sztamę z ojczymem, który nie jest w stanie niczego jej odmówić. Ale wówczas jej narodziny spowodowały, że Nelli była rozdarta między płaczącym dzieckiem a karierą.
– To największy problem współczesnej kobiety. Myślałam, że dziadko- wie, niańki, zabawki zastąpią jej mamę. Ale kiedy Kaśka miała 16 lat, przyznała mi się, że gdy tak ciągle wyjeżdżałam, to ona przytulała się do moich sukienek. I to, że pachniały perfumami Coco Chanel, w niczym jej nie pomagało. Teraz wiem, że powinnam była poświęcić jej więcej czasu.
Tak jak Janowi, z którym kontaktowała się tylko telefonicznie. Ale w pewnym momencie i ten kontakt został zerwany. Przyjaciele donieśli jej, że ich koleżanka pomaga mu opiekować się chorą mamą, no i że się Rokita żeni.
– Co miałam zrobić? Nic nie zrobiłam, bo mam taką filozofię, że jak ktoś mnie nie chce, to jego strata. Zaczęłam jeszcze więcej pracować – mówi.
Firma wysłała ją na rozmowy do Odessy. Po drodze Nelli zatrzymała się w Krakowie. Zadzwoniła do przyjaciela byłego narzeczonego, żeby się dowiedzieć, jak Jankowi wiedzie się w małżeństwie. „To ty nic nie wiesz? Oni już nie są razem” – usłyszała.
Mąż nie bez racji
Niebawem Jan i Nelli wzięli ślub cywilny. Z kościelnym musieli poczekać, bo Nelli była protestantką.


















