Nasze hity
Od niego się uczę. W tym, co robi jako twórca choreograf, tancerz czy reżyser, jest najlepszy! Przez lata był moim guru, potem, gdy zostałam jego asystentką, zaczęłam już mieć własne zdanie. Ale o ile stawiam się czasem w prywatnym życiu, przyznaję – w zawodowych sprawach zwykle go słucham. Po prostu wie lepiej – niemal zawsze racja jest po jego stronie. Na szczęście mamy podobne gusty, zwykle podobają nam się podobne klimaty i podobne sprawy nas drażnią.
A w czym „postawiła się” pani ostatnio?
Hm… Stawiam się w sposób dyplomatyczny, za to skuteczny. Janusz bardzo nie lubi zmian. Pierwszy z brzegu przykład – latami używa tych samych zapachów i namówienie go na nowy, nawet najwspanialszy, to karkołomne zadanie. Trzeba więc działać podstępem. Gdy kupuję nowy, zawsze na początku narzeka, kręci nosem i krzywi się. „Nie, ja wolę ten poprzedni, wiesz, już się przyzwyczaiłem, nie będę go zmieniać”. Dobra, myślę sobie, zobaczymy. Chowam wszystkie wody, jakich używał. No i powoli, powoli przekonuje się do nowego zapachu. Z konieczności. Po jakimś czasie słyszę: „Miałaś rację, jest naprawdę niezły”. A zdarza się, że w ogóle zapomina, że niedawno nie chciał nawet o nim słyszeć!
A mówią, że Józefowicz bez przerwy steruje swoją żoną! Jako przykład przywołują sytuację z finałowego programu „Jak oni śpiewają”, gdy po wygranej Włodarczyk, wbiegł na scenę i zabrał panią z niej. Był zły, że nie pani wygrała?
Raczej wzburzony tym, jak mnie potraktowano. Gdy ogłoszono nazwisko zwyciężczyni, wszyscy rzucili się w stronę Agnieszki, odwracając się do mnie plecami. Ktoś na scenie mnie popchnął, czułam się fatalnie! Bogu dzięki, że Janusz zainterweniował, bo ja nie byłam w stanie zrobić jednego kroku! Wyczuł, co się ze mną dzieje. Zawsze wyczuwa. Jesteśmy razem już prawie 12 lat, a w sierpniu obchodziliśmy pierwszą rocznicę ślubu. Kameralnie. W naszym własnym domu. Ja zerwałam Januszowi różę z przydomowego ogródka, a on podarował mi kwiat słonecznika.
Żadnego kosztownego drobiazgu, diamentowego naszyjnika, nic z tych rzeczy?
Nie oczekuję od Janusza diamentów. Zresztą one już były. Chcę tylko dwóch rzeczy – miłości i uczciwości. Choć jakiś mały, maleńki diamencik… raz na jakiś czas, chyba nie zaszkodzi?
Wydanie internetowe
MAGAZYN SUKCES




















