AAA
Zawsze chciałam ciąć, modelować i układać, ale nikt nigdy nie oddał się ani dobrowolnie ani pod przymusem w moje ręce. Na szczęście jest Jadźka.
Nasze hity
Dwa lata i cztery miesiące bez dotknięcia nożyczek to wystarczający powód, aby zmienić coś w wyglądzie córki. Jej złote loki piękne były i urocze, ale w pewnym momencie zaczęły irytować wszystkich – nas i naszą córkę. Do upięcia fryzury potrzebowaliśmy sześciu spinek, dwóch gumek do włosów (jedną na każdy kitek) oraz dla pewności, żeby włosy nie spadały na twarz – ukochanej niebieskiej opaski kupionej kiedyś na pocieszenie po wielkim smutku.
I mimo, że włosy naszej Jadźki są bezcenne, najpiękniejsze i najbardziej doceniane, przyszedł czas na postrzyżyny. Powodów jest wiele. Czas spędzany przy czesaniu i okiełznywaniu loków można wykorzystać na sto różnych sposobów. Zazwyczaj nie dochodzi nawet do tego czesania, bo Jadźka zwiewa gdzie pieprz rośnie, a na jej głowie rośnie kołtun na kołtunie.
Przez kilka tygodni zbierałam się w sobie, aż nadszedł odpowiedni moment. Tatka wyjechał do rodziny, więc nie mógł mi marudzić, że córeczkę tatusia chcę pozbawić wyglądu aniołka. Po wieczornej kąpieli zasiadłyśmy do oglądania wieczorynki. Przede mną na kanapie Jadźka, a ja za nią z wielkimi nożycami w dłoni. Plan był prosty – zajęta oglądaniem córka miała nawet nie zauważyć dwóch prostych i zdecydowanych cięć – najpierw całego tyłu, a potem grzywki. Serce biło mi jak wielki bęben, bo co będzie, kiedy się zorientuje i zacznie wyrywać, krzyczeć, że sobie nie życzy? Rozważałam przez moment poinformowanie jej o moich niecnych zamiarach, ale szybko porzuciłam wiarę w to, że mnie zrozumie, skoro nigdy nawet nie widziała nikogo, komu obcięliby chociażby kosmyk włosów.
I mimo, że włosy naszej Jadźki są bezcenne, najpiękniejsze i najbardziej doceniane, przyszedł czas na postrzyżyny. Powodów jest wiele. Czas spędzany przy czesaniu i okiełznywaniu loków można wykorzystać na sto różnych sposobów. Zazwyczaj nie dochodzi nawet do tego czesania, bo Jadźka zwiewa gdzie pieprz rośnie, a na jej głowie rośnie kołtun na kołtunie.
Przez kilka tygodni zbierałam się w sobie, aż nadszedł odpowiedni moment. Tatka wyjechał do rodziny, więc nie mógł mi marudzić, że córeczkę tatusia chcę pozbawić wyglądu aniołka. Po wieczornej kąpieli zasiadłyśmy do oglądania wieczorynki. Przede mną na kanapie Jadźka, a ja za nią z wielkimi nożycami w dłoni. Plan był prosty – zajęta oglądaniem córka miała nawet nie zauważyć dwóch prostych i zdecydowanych cięć – najpierw całego tyłu, a potem grzywki. Serce biło mi jak wielki bęben, bo co będzie, kiedy się zorientuje i zacznie wyrywać, krzyczeć, że sobie nie życzy? Rozważałam przez moment poinformowanie jej o moich niecnych zamiarach, ale szybko porzuciłam wiarę w to, że mnie zrozumie, skoro nigdy nawet nie widziała nikogo, komu obcięliby chociażby kosmyk włosów.
oceń













