WP Kobieta

Polecane
Tematy

Udany duet – spontaniczność czy scenariusz?

Profesora Zbigniewa Lwa-Starowicza pytamy o to, na ile we współczesnych związkach mamy do czynienia ze spontanicznym dialogiem i co jest dla partnerów lepsze – pójście na żywioł czy przygotowany uprzednio scenariusz?
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
(fot. archiwum prywatne)

Człowiek odgrywa w życiu różne role. Czasem robi to świadomie, czasem to los wciela się w dramaturga. Nie inaczej jest i na scenie miłosnej – tu także toczy się pewna gra i zdarza się, że partnerzy przybierają różne maski. Profesora Zbigniewa Lwa-Starowicza pytamy o to, na ile we współczesnych związkach mamy do czynienia ze spontanicznym dialogiem i co jest dla partnerów lepsze – pójście na żywioł czy przygotowany uprzednio scenariusz?

Koniec roku, sezon teatralny, operowy, karnawał… Porozmawiajmy dzisiaj o sztuce miłosnej jako pewnego rodzaju grze. No właśnie – gra wstępna. Czy to adekwatne określenie?

„Gra wstępna” to wyrażenie pochodzące z języka uwodzicieli. Według mnie pieszczoty lub inne zabiegi poprzedzające stosunek powinno się nazywać sztuką miłosną. Jest to etap szczególnie ważny dla kobiet, potrzebujących najpierw stworzenia odpowiedniego nastroju, a dopiero potem uprawiania pieszczot, na które zresztą panie są bardzo wrażliwe, ponieważ mają wiele stref erogennych. Natomiast dla większości panów ten etap to niemal pańszczyzna, którą trzeba odrobić, aby w końcu doprowadzić do stosunku. Rzadko trafia się mężczyzna, któremu ta czułość sprawia bardzo dużą przyjemność.

Czy w dzisiejszych, zabieganych czasach partnerzy mają ochotę na celebrowanie seksu ? Nie jest znowu tak źle, ludzie przywiązują do tego dużą wagę.

W okresie godowym partnerzy również grają, często nieświadomie przybierając rozmaite maski, aby zrobić wrażenie na partnerze.

Gra się, aby osiągnąć konkretny cel – to dość powszechne. W przypadku kobiet jest to czasami spowodowane chęcią szybkiego zamążpójścia. Niektóre z nich całe życie grają dobre, oddane żony, tylko dlatego, że mąż zaspokaja ich potrzeby materialne. Jest to rodzaj prostytucji małżeńskiej.

Tylko czy takie kobiety są szczęśliwe?

To zależy, jaki przyświecał im cel. Jeśli spokojne, dostatnie życie, to być może tak.

A co z udawaniem podczas aktów seksualnych? Jakie jest Pana zdanie na temat udawania przez kobiet orgazmu – czy taka gra ma sens? Wzmacnia ego partnera czy zubaża ich wspólne odczucia?

Zależy, jak często to współżycie ma miejsce. Jeśli raz na dwa tygodnie, to łatwo orgazm zagrać i łatwo się na niego nabrać. Zupełnie inaczej wygląda sprawa, gdy ma się partnera, z którym uprawia się seks codziennie. Wówczas taka gra może być bardzo męcząca i na dłuższą metę pozbawiona sensu.

Do odgrywania ról potrzebne są czasem rekwizyty. W sferze seksualnej mamy możliwość wykorzystywania różnych gadżetów, zresztą sklepy dla dorosłych kuszą erotycznymi artykułami, które mają poprawić satysfakcję z tej strefy życia. Czy z Pana obserwacji wynika, że obecnie jest na nie jakaś większa moda?

Uważam, że nie ma jakieś szczególnej mody na erotyczne gadżety. Oczywiście, czasem zdarza się, że partnerka ma problem z osiągnięciem orgazmu, a partner jest schorowany, idą więc tam w określonym celu. To samo dotyczy par, których jakiś rodzaj gadżetów czy gry szczególnie podnieca. Dzięki nim zaspokajają swoje fantazje i nie ma w tym nic złego. Jest to jednak ułamek populacji. Tak naprawdę bardzo niewiele osób uprawiających seks ma takie potrzeby.

A czy zaobserwował Pan odwracanie ról? Ostatnio tyle się mówi o tym, że to kobiety pełnią męskie role, są silne, lepiej zarabiają... Czy dominują także w łóżku?

Bywa, że jakaś kobieta-singielka weźmie na cel upatrzonego kolegę z pracy i z premedytacją uwodzi go, a potem dominuje nad nim i traktuje przedmiotowo. Generalnie jednak kobiety w Polsce są bierne seksualnie. Zresztą nie tylko panie, powiedziałbym, że ogólnie Polacy są dość leniwi. Czasem kobiety stają się bardziej aktywne, ponieważ mają biernego partnera. Jeśli chodzi o odwrócenie ról w seksie, to nie jest ono tak powszechne jak by się mogło wydawać. To, że kobieta jest super przedsiębiorcza i przebojowa, nie oznacza, że w łóżku nie chce pozostać słabą kobietą. Często właśnie tam chce się poczuć adorowana, zdobywana i kochana.

W seksie lepiej sprawdza się improwizacja czy przemyślany scenariusz?

Improwizacja ma miejsce raczej na początku związku, kiedy para podświadomie chce spełniać swoje oczekiwania, jest na etapie poznawania się, szukania wspólnych przyjemności. W stałym związku, gdy pojawiają się dzieci i wymagająca praca do wieczora, nie ma mowy o improwizacji. Tu trzeba przełamać stereotyp negatywnego myślenia o takiej rutynie. Nawet jeśli zawsze tylko w określone, te same dni w tygodniu, mamy odświętny, romantyczny wieczór ze świecami, to nie znaczy, że takie wydarzenie nie może być miłe. Z drugiej strony, choć przewidywalny seks nie jest niczym złym, to – aby nie było w związku całkowitej monotonii – czasami potrzebna jest pewna odmiana, nawet jeśli będzie ona zaplanowana.

Czy są jakieś tendencje lub zmiany, które Pan ostatnio zauważył w kwestiach związanych z seksem?

Wiele moich rad i spostrzeżeń można znaleźć na łamach moich książek, zapraszam wszystkich do lektury. Mogę powiedzieć, że współcześni młodzi mężczyźni odnajdują przyjemność w samozaspokajaniu, masturbacji. Pomagają im w tym rozmaite materiały pornograficzne i często tacy panowie już właściwie nie poszukują kobiet. Tym bardziej, że te z kolei mają coraz większe wymagania. Są bardziej świadome swojego ciała, a co za tym idzie – wzrastają ich oczekiwania. Z drugiej strony, rosnąca grupa pań ma dzięki temu większą satysfakcję z seksu, zwłaszcza w porównaniu z poprzednimi pokoleniami.

Ars amandi to sztuka miłości. Czy tak się u nas myśli o seksie?

Polacy nie są specjalnie biegli w tej sztuce, niestety. Uprawianie seksu a sztuka miłości to dwie różne rzeczy. Są oczywiście wyjątki. Wielokrotnie porównywałem seks do tańca: jedni mają do niego wrodzony talent, drudzy muszą się uczyć latami. Pytanie, czy chcą się uczyć, czy im na tym zależy, czy mają dla kogo. Na tej scenie piękne tanga tańczą nieliczni, ale dość dużo całkiem dobrze się bawi.

MAGAZYN WESELE/ rozmawiała: Aleksandra Stańczewska

(fot. MAGAZYN WESELE_4_40_2015_2016_FOT MARCIN CHIMICZEWSKI_EPENA)
Podziel się
Trwa ładowanie
.
.
.
Głosuj
Głosuj
Wow!
Ważne
Słabe
Straszne
Podziel się na Facebooku