Ceny biletów szybują. Kto na tym zarabia?
800 dolarów za dwie godziny rozrywki? Dziś koncert ulubionego artysty to nie tylko muzyczne przeżycie, ale także mocne ukłucie w portfel. - Czas pandemii wypuścił tak dużo uśpionego popytu – ludzie są złaknieni chodzenia na koncerty - tłumaczy Katarzyna Gandor.
Czy jeszcze kilka lat temu pomyślelibyśmy, że bilet na koncert Beyoncé może kosztować tyle, co miesięczna pensja wielu Polaków? W najnowszym odcinku podcastu "Historie Jutra" Kasia Gandor i Przemek Jankowski z redakcji Benchmark, wspólnie z marką Play, przyglądają się, co kryje się za szalejącymi cenami biletów i jak pandemia zmieniła sposób, w jaki uczestniczymy w kulturze.
W 2024 roku średnia cena wejściówki na koncert artystów z listy Top 100 światowych tras koncertowych sięgnęła 122 dolarów, czyli niemal 500 złotych. - To więcej niż kiedykolwiek wcześniej – i znacznie więcej niż rośnie sama inflacja - zaznacza Kasia Gandor. Trzeba jednak podkreślić, że to tylko średnia – bo w wielu przypadkach to wielokrotność tej kwoty.
W 2019 roku bilety przez jedną z największych platform kupiło 98 milionów ludzi. W 2024 – aż 151 milionów. - To 50-procentowy skok. Czas pandemii wypuścił tak dużo uśpionego popytu – ludzie są złaknieni chodzenia na koncerty - tłumaczy Gandor. - Jest więcej chętnych niż artystów, którzy mogą ten popyt zaspokoić – podkreśla. Jednak za tak wysoką ceną biletów stoi coś jeszcze...
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
Jak zmieniło się doświadczanie wydarzeń muzycznych w XXI wieku? - Historie Jutra
Kultura premium. Bilet to już nie tylko wejściówka, to status
Uczestnictwo w nich to dziś coś więcej niż muzyczne doświadczenie – to symbol przynależności do świata, w którym bilet wstępu kosztuje tyle, co weekendowy city break. Fakt, że artysta pojawia się tylko w dwóch miastach Europy, sprawia, że cała trasa nabiera jeszcz większej aury elitarności.
- Wystarczy, że ludzie wiedzą, że byłeś w tym miejscu – to oznacza, że masz do wydania 800 dolarów na dwie godziny rozrywki - zauważa Kasia Gandor. - To już nie tylko wydarzenie muzyczne. To lifestyle, waluta społeczna, część osobistego brandingu. dodaje.
Chodzenie na koncerty zawsze było pewnym przywilejem, ale dziś przywilej ten urósł do rangi luksusu. Przemek Jankowski kwituje krótko: - Ale to daje do myślenia, to w ogóle konkretnie zmienia perspektywę tej chwili.
Kto winduje ceny? Nie tylko "koniki", ale i algorytmy
Skąd w ogóle te ceny? W rozmowie Kasia Gandor wylicza czynniki: platformy sprzedażowe, które "mają duży potencjał do kontrolowania cen", zmonopolizowany rynek, nieprzejrzyste marże i zjawisko profesjonalnych resellerów. - To się nazywało dawniej konikiem. Tylko oni się sprofesjonalizowali - dodaje ironicznie.
Dziś sprzedaż biletów to nie walka fanów z botami – to wojna algorytmów. Platformy, które kiedyś były tylko pośrednikami, teraz aktywnie uczestniczą w grze rynkowej, podbijając ceny dynamicznie, na podstawie zainteresowania i liczby kliknięć.
Co naprawdę kosztuje miliony?
Zaskoczeniem dla wielu może być fakt, że – jak ujawnia Gandor – głównym kosztem tras koncertowych nie są honoraria gwiazd, tancerze czy transport, ale... stal. - To żelastwo, którym jest scena, te ekrany, wszystkie platformy itd. To kosztuje najwięcej - przytacza słowa Beyoncé z jednego z jej wywiadów. Każdy koncert to miniaturowe miasto zbudowane od zera.
- Kompletnie nie myślisz o takich rzeczach, idąc na koncert, nie? – dodaje zdziwiony Przemek Jankowski. To, co błyszczy i wiruje na scenie, to nie magia – to logistyka i tona materiału, która musi spełniać najwyższe standardy bezpieczeństwa i mobilności.
Zapraszamy na grupę FB - #Wszechmocne. To tu będziemy informować na bieżąco o terminach webinarów, wywiadach, nowych historiach. Dołączcie do nas i zaproście wszystkie znajome. Czekamy na was! Chętnie poznamy wasze historie, podzielcie się nimi z nami i wyślijcie na adres: wszechmocna_to_ja@grupawp.pl