"To pułapka". Mówi, do czego doprowadziło go picie
- Jedni piją w samotności, drudzy biorą leki na sen czy sięgają po inne środki, a rano trzeba biec do pracy - powiedział Jan Frycz w jednym z ostatnich wywiadów. Aktor przyznał, że miał problem z nadużywaniem alkoholu.
W tym artykule:
Jan Frycz jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych polskich aktorów. Jak sam przyznaje, rzadko zgadza się na wywiady. Tym razem zrobił jednak wyjątek. Podczas rozmowy z Onetem poruszył wiele trudnych wątków, m.in. dotyczących problemów z alkoholem oraz wiary. Opowiedział również, dlaczego nie chciał, aby dzieci poszły w jego zawodowe ślady.
"To pułapka"
Jan Frycz przyznał, że nadużywał alkoholu. Jak wspomniał, "mówiono, że alkohol pozwala się uspokoić po robocie, gdy człowiek jest rozedrgany po długim spektaklu".
- To pułapka. Jedni piją w samotności, drudzy biorą leki na sen czy sięgają po inne środki, a rano trzeba biec do pracy… Jest dużo możliwości szkodliwych i destrukcyjnych zachowań. Ja pewnego dnia powiedziałem sobie: "Mam problem". Poszedłem na terapię - tłumaczył.
Tego widzowie nie wiedzieli. Trojan: "Pomogła mi Agata Kulesza"
Jak dodał, kiedyś rzeczywiście zdarzało się, że aktorzy sięgali po alkohol w pracy. Jednak obecnie wygląda to już inaczej. - Czasy się zmieniły i ludzie też. Jest większa świadomość i kultura pracy, ludzie stosują konstruktywne metody radzenia sobie ze stresem. Dziś, jeśli komuś w teatrze albo na planie zdjęciowym czuć alkohol z ust, zapala się czerwona lampka. Nie ma na to przyzwolenia, podobnie jak na przemoc - skwitował.
"Dawniej Kościół regulował te kwestie, teraz niestety zawodzi"
Jan Frycz wspomniał o pracy nad słuchowiskiem "Miasteczko Brighthope", w którym wcielił się w narratora. Doszedł do wniosku, że chciałby zostać bohaterem westernu. Przy okazji stwierdził, że "życie w westernie byłoby o wiele łatwiejsze".
- Tam wiadomo, kto jest dobry, a kto zły. Dzisiaj wszystko się zatarło. Nie żyjemy na Dzikim Zachodzie. Nie ma szeryfa. Dawniej Kościół regulował te kwestie, teraz niestety zawodzi - stwierdził aktor.
Rozmówca Onetu zaznaczył, że wiara jest czasem niezbędna do tego, aby odnaleźć się w świecie. Sam jednak ma zastrzeżenia dotyczące funkcjonowania Kościoła. - Polityka w świątyni obrzydziła mi Kościół, za którym bardzo tęsknię. Pomógł obalić przeklętą komunę, ale nie poradził sobie z wywalczoną wolnością. Zamiast w nią uwierzyć, ciągle się jej boi. Na razie nic nie wskazuje na to, żeby wrócił do zadawania pytań, a nie dyktował odpowiedzi - wyjawił Jan Frycz.
Kiedy padło pytanie o chodzenie do Kościoła, aktor odpowiedział wprost: - Nie. Nie cierpię, kiedy ktoś się zgrywa. Powtarzam sobie: bez uniesień.
"Dwie córki zdecydowały inaczej"
Jan Frycz doczekał się sześciorga dzieci. Dwie córki artysty postanowiły, śladem ojca, spróbować swoich sił w aktorstwie. Artysta przyznał, że wolałby, aby spełniały się w innych zawodach z konkretnego powodu. Szanuje jednak ich decyzję.
- Chciałem po prostu oszczędzić dzieciom tego, co w tym zawodzie jest trudne. Dwie córki zdecydowały inaczej, ale to ich osobiste decyzje i ja to akceptuję. Starsza, Gabriela, pracuje z satysfakcją i sukcesem w Teatrze Nowym w Poznaniu, młodsza, Olga, zajęła się teraz bardziej działalnością w mediach społecznościowych. Obie mają własne życiowe cele i osiągnięcia, chętnie o tym ze mną rozmawiają - opowiadał w rozmowie z Onetem.
Zapraszamy na grupę FB - #Samodbałość. To tu będziemy informować na bieżąco o wywiadach, nowych historiach. Dołączcie do nas i zaproście wszystkie znajome. Czekamy na was!
Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl.